Reklama

Przegląd prasy

Niedziela Ogólnopolska 41/2008, str. 32

Jerzy Robert Nowak
Historyk, profesor wyższej uczelni i publicysta, autor ponad 40 książek i ok. 1500 publikacji prasowych

Jerzy Robert Nowak<br>Historyk, profesor wyższej uczelni i publicysta, autor ponad 40 książek i ok. 1500 publikacji prasowych

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ludobójcze prześladowania chrześcijan

Ostatnie sto lat przyniosło ogromną falę prześladowań chrześcijan, począwszy od Rosji Sowieckiej poprzez rządzony przez masonerię Meksyk lat 20. ubiegłego wieku po komunistyczne Chiny. Ostatnie lata przyniosły kolejne fale krwawych prześladowań chrześcijan, od Sudanu po różne kraje Azji. Szczególnie wstrząsające są wieści napływające z Indii, gdzie doszło do bestialskich pogromów chrześcijan przez sfanatyzowane tłumy hinduistów. Pisze o tym szerzej Olgierd Domino w tekście: „Pogrom chrześcijan” na łamach „Najwyższego Czasu” z 13 września, stwierdzając m.in.: „Obraz z podobizną Jezusa sprofanowano, pocięto nożami i przybito ogromnym gwoździem do drzwi kościelnych. Chwilę potem świątynię podpalono (...). W całym stanie Orisa, szczególnie w okręgu Kandhamal, obrócono w zgliszcza ponad 3 tys. domów, przeszło 60 kościołów. (…) Nad Zatoką Bengalską wciąż trwa polowanie na chrześcijan. 40 tys. z nich ukrywa się w dżungli”. Publicysta „Najwyższego Czasu” komentuje: „Poza głosami protestu i potępienia, płynącymi z Watykanu, świat pozostał głuchy i ślepy. Pogromy chrześcijan nie interesują «postępowych» mediów. Co innego, gdyby represje spotkały jakiegoś geja czy innego odmieńca”.

Krach liberalizmu gospodarczego

Reklama

Wielki kryzys gospodarczy, który uderzył w ostatnich miesiącach w Stany Zjednoczone i inne czołowe kraje Zachodu, coraz częściej traktowany jest jako krach doktryny liberalizmu gospodarczego, wiary w uzdrowieńczą rolę niekontrolowanego przez nikogo rynku. Jeden z czołowych amerykańskich publicystów Michael Walzer zapowiada już w tytule tekstu, publikowanego w „Europie” (dodatku gazety „Dziennik”) z 27 września: „Neoliberalizm odchodzi do lamusa”. Zdaniem Walzera: „Obecny kryzys finansowy w Stanach Zjednoczonych to konsekwencja ślepego przywiązania do kapitalizmu, pozbawionego wszelkiej kontroli ze strony państwa i niezależnych instytucji”. W podobne tony uderza w swym dłuższym publicystycznym komentarzu dziennikarz „Polityki” Wawrzyniec Smoczyński. W tekście pt. „Rzeź rekinów finansjery” („Polityka” z 27 września) Smoczyński pisze m.in.: „Na Wall Street najpotężniejszy zawał od czasów Wielkiego Kryzysu. Runęła piramida finansowa wszechczasów, a przy okazji wiara w neoliberalną wersję kapitalizmu”. Zdaniem Smoczyńskiego, to „liberalne neodoktrynerstwo” stworzyło w USA warunki finansowe do nadużyć. Jak pisze Smoczyński: „Ameryka od 20 lat liberalizowała rynki finansowe w myśl zasady, że tylko całkowita swoboda zapewni im stabilność i wydajność. W toku tych zmian banki inwestycyjne wyjęto spod wszelkiej kontroli. (…) Pod koniec lat 90. zniesiono nawet ograniczenia, wprowadzone po Wielkim Kryzysie. W parze z deregulacją szła ślepa wiara w nowe instrumenty finansowe, złożone derywaty, których działanie i ryzyko mało kto rozumiał. Po wybuchu manii kredytowej brakowało już tylko zachęty - tę stworzył drugi filar neoliberalizmu, czyli monetaryzm, polityka sterowania gospodarką za pomocą stóp kredytowych. (…) Monetaryzm zawiódł po raz drugi już po pęknięciu bańki kredytowej, gdy seria ostrych obniżek stóp nie zdołała zgasić pożaru, zmuszając rząd USA do sięgnięcia po brutalne narzędzia fiskalne”. Przypomnijmy tu, że wspomniany przez autora „Polityki” Wielki Kryzys lat 1933-39 w gospodarce światowej był również następstwem polityki liberalnej, którą fanatyczny liberał prezydent Hoover próbował utrzymać do końca, aż do ostatecznego krachu na Wall Street. I dopiero prezydent Roosevelt musiał wyciągać USA z matni gospodarczej przez radykalne działania interwencjonizmu państwowego.
Zastanówmy się, co będzie w Polsce, gdzie od początku lat 90. XX wieku obserwujemy skrajnie radykalne działania swego rodzaju „prymusów” w liberalizmie (Balcerowicza, Syryjczyka, Bieleckiego, Lewandowskiego, Tuska). Liberałowie, wierzący w siłę rynku ponad wszystko, wyprzedali bardzo wielką część przemysłu i prawie wszystkie banki, wprowadzili osławione fundusze inwestycyjne, dzięki czemu oszczędności polskich ciułaczy wylądowały w kasach dziś bankrutujących amerykańskich banków. Czy ktoś wreszcie rozliczy naszych liberalnych „nadgorliwców” za szkody, jakie wyrządzili krajowi?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Więcej narodu, mniej internacjonalizmu

Słynny polityk czeski Václav Klaus nie ustaje w swych wysiłkach na rzecz odrzucenia traktatu lizbońskiego przez państwa UE. Niedawno zapowiadał w „Rzeczpospolitej”, że nie podpisze tego traktatu, jako sprzecznego z ideami wolności. Teraz z kolei w dzienniku „Polska” (nr z 27-28 września) opublikowano fragment wydanej niedawno w Polsce książki Klausa „Czym jest europeizm?”. We fragmencie, zatytułowanym „Unia Europejska potrzebuje wolności”, Klaus pisze m.in.: „Społeczeństwa nie będą wolne, gdy UE będzie zwiększać liczbę przepisów i etatyzm (…). Musimy zarzucić obecny model integracji i cofnąć się do tego, co było przed nim. Musimy porzucić slogan: «Mniej państwa narodowego, więcej internacjonalizmu», ponieważ państwo jest niezastąpionym gwarantem swobód demokratycznych, w przeciwieństwie do wszelkiego rodzaju «rzesz», imperiów i związków państw”.

„Nawrócenie” lewicowego filozofa

Niemiecki lewicowy filozof i socjolog Jurgen Habermas przez lata należał do wprost fanatycznych zwolenników zacieśniania Unii Europejskiej. I nagle się przebudził, po fiasku referendum konstytucyjnego i po stanowczym „nie” narodu irlandzkiego wobec traktatu lizbońskiego. Nagle zaczął bić na alarm z powodu uznanych przez niego za złą metodę działania „zakulisowych manipulacji europejskich technokratów” i „deficytu demokracji” w Unii Europejskiej. Niepokoje tego typu wyraził na gorąco w wywiadzie udzielonym dodatkowi „Dziennika” - „Europa” (nr z 27-28 września) pt. „Europę ogarnia pośmiertny bezwład”. Habermas ostrzega przed próbami „wbijania traktatu lizbońskiego obywatelom Europy do głów biurokratyczną pałką” i przed działaniami dla „zdeterminowania przyszłości Europy przez neoliberalną ortodoksję”, wspieraną przez metody niedemokratyczne i manipulacje. Podobną, wielce krytyczną wymowę wobec traktatu lizbońskiego ma tekst „Papierowa dyplomacja” prof. Mariusza Muszyńskiego i eksperta Krzysztofa Raka („Wprost” z 21 września). Autorzy wskazują na to, że zbyt wiele sformułowań traktatu mija się z rzeczywistością. Takim mitem jest opowiadanie w traktacie o „solidarności” w obszarze unijnej polityki zagranicznej. Nie jest ona niczym zabezpieczona w traktacie, rojącym się od pięknych uogólnień, wyrazu ciągłego „przerostu formy nad treścią”. Zdaniem autorów „Wprost”: „Odrzucając traktat z Lizbony, prezydent RP uczyni więcej dla dobra zjednoczonej Europy, niż przyjmując go”.

Oszukani Austriacy

Polakom, wciąż dmącym w trąby skrajnego euroentuzjazmu, warto zalecić lekturę doświadczeń austriackich w UE. Pisze o nich Andrzej Niewiadowski w korespondencji z Austrii, zatytułowanej: „Austriacy: ta przeklęta Bruksela” („Rzeczpospolita” z 27-28 września). Z tekstu dowiadujemy się m.in.: „Tylko 36 procent Austriaków jest zadowolonych z członkostwa w Unii, choć w 1994 r. za wstąpieniem do Wspólnoty głosowało ich 67 procent. - Politycy obiecywali gruszki na wierzbie. Zdrożały żywność, lekarstwa, czynsze. Ludzie nie są głupi (…). Wielu nadal przechowuje szylingi. (…) Tylko skrajna prawica zyskuje punkty. Austriacka Partia Wolności (FPO) i Sojusz na rzecz Przyszłości Austrii (BZO) mają razem 26-procentowe poparcie”. Pisząc o rozpadzie koalicji chadecji i socjaldemokratów, Niewiadowski przypomina, że przyczyną rozpadu stało się lipcowe oświadczenie lidera socjaldemokracji Wernera Faymanna, który „uznał, że po odrzuceniu traktatu lizbońskiego przez Irlandię, również Austriacy powinni zatwierdzić unijną konstytucję w referendum. (…) Organizacja «Ratujcie Austrię» zebrała wymaganych 100 tysięcy podpisów, potrzebnych do rozpisania referendum”.

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Rz": Dzieci rządu nie zajmują. Czy powstające ustawy mają wpływ na demografię?

2026-01-30 08:51

[ TEMATY ]

dzieci

rząd

demografia

ustawy

Iwona Ochotny

Mimo pogłębiającego się kryzysu demograficznego rządzący nie próbują szacować, czy powstające projekty ustaw mają wpływ na dzietność – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”.

„Rz” przypomina, że do każdego projektu powstającego w rządzie dołączana jest obowiązkowo ocena skutków regulacji. W punkcie „wpływ na pozostałe obszary” tego dokumentu jest osiem opcji, które można zaznaczyć, wśród nich „demografia”. Poniżej jest pole do opisania tego wpływu.
CZYTAJ DALEJ

W Biblii żniwo bywa obrazem czasu, w którym Pan zbiera swój lud i odsłania prawdę o człowieku

2026-01-15 09:19

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

Opowiadanie odsłania chwilę, w której król przestaje iść na czele ludu. Wiosna jest czasem wypraw wojennych, a Dawid zostaje w Jerozolimie. Zaczyna się od wygody, która nie stawia oporu pokusie. Dawid chodzi po dachu pałacu i patrzy z góry. Ten szczegół ma ciężar. Narracja jest oszczędna i chłodna. Tym wyraźniej widać, jak władza staje się narzędziem ukrycia. Król widzi, a potem coraz częściej „posyła”. Posyła po kobietę, posyła po męża, posyła list z rozkazem śmierci. Batszeba kąpie się, a narrator podkreśla czasowniki władzy: Dawid posłał po nią i wziął ją do siebie. Wzmianka o jej oczyszczeniu po nieczystości przypomina język Prawa i potwierdza, że poczęcie wiąże się z tą nocą. Potem przychodzi wiadomość o ciąży. W tle stoi Uriasz Chetyta, mąż Batszeby, cudzoziemiec wierny Izraelowi. Imię Uriasza (Uriyyāhû) niesie Imię Pana. Dawid sprowadza go z frontu, wypytuje o wojnę i odsyła do domu z podarunkiem z królewskiego stołu. Uriasz śpi jednak przy bramie pałacu wraz ze sługami. W dalszym ciągu opowiadania uzasadnia to pamięcią o Arce i o wojsku w polu. Jego postawa obnaża serce króla. Dawid upija Uriasza, a on nadal nie schodzi do domu. Król pisze list do Joaba z rozkazem ustawienia Uriasza w najcięższym miejscu bitwy i odstąpienia od niego. List niesie sam Uriasz. To obraz człowieka niosącego własny wyrok. Ginie Uriasz i giną także inni żołnierze. Zło rozlewa się poza prywatny grzech i dotyka wspólnoty. Tekst jeszcze nie pokazuje Natana, a już waży cisza Boga. Słowo Pana wróci i nazwie grzech po imieniu. Pomazaniec potrzebuje prawdy, aby wejść na drogę nawrócenia.
CZYTAJ DALEJ

Wielka Brytania: już 700 duchownych anglikańskich przeszło na katolicyzm

2026-01-30 18:14

[ TEMATY ]

Anglia

Karol Porwich/Niedziela

W latach 1992-2024 około 700 duchownych, w tym 16 biskupów, z Kościoła anglikańskiego w Wielkiej Brytanii przeszło do Kościoła katolickiego. Wynika to z danych zebranych i opracowanych przez i Ośrodek Benedykta XVI na St Mary’s Twickenham University w Londynie na zlecenie działającego od 1896 roku Stowarzyszenia św. Barnaby, zajmującego się pomocą duszpasterską, prawną i finansową dla duchownych i osób konsekrowanych z innych wyznań chrześcijańskich, którzy chcą stać się katolikami.

Spośród około 700 anglikańskich duchownych - konwertytów na katolicyzm, 486 zostało katolickimi kapłanami, a 5 diakonami stałymi. 69 proc. zostało wyświęconych dla diecezji w Anglii i Walii, pozostali dla diecezji na świecie lub w zgromadzeniach zakonnych, do których wstąpili. Nieliczne przypadki powrotu do Kościoła anglikańskiego miały miejsce głównie w latach 90. XX wieku.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję