Reklama

Pro i contra

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kardynał Wojtyła a „Tygodnik Powszechny”

Reklama

Szczególnie fascynującą publikację najnowszego numeru Christianitas (nr 23-24) stanowi tekst Piotra Bączka (b. red. naczelnego Głosu) pt. W trosce o linię „Tygodnika Powszechnego”. Bączek obala w nim tezę o rzekomo idyllicznych stosunkach między kard. Karolem Wojtyłą a Tygodnikiem Powszechnym. Autor wskazuje, że kard. Wojtyła, podobnie jak Prymas Tysiąclecia Stefan kard. Wyszyński, zarzucał Tygodnikowi Powszechnemu różne zachwiania w równowadze pisma. Bardzo cennym materiałem w tym kontekście jest zamieszczony obok tekstu Bączka przemilczany dotąd dokument - obszerny list metropolity krakowskiego kard. Karola Wojtyły z 7 marca 1969 r. W liście czytamy m.in.: „Boli nas (...) gdy Kościół w Polsce czuje się raczej nieobecnym na szpaltach Tygodnika, nie interesującym i przemilczanym. Boli nas, gdy czołowy organ katolicki traktuje Kościół w Polsce i sprawy, którymi on żyje, marginesowo. Tę swoistą «ucieczkę» od tego, co stanowi rzeczywistość Kościoła w Polsce, dostrzegł kilkakrotnie - i wyraził sobie właściwym językiem Stefan Kisielewski (...). Musimy postawić sobie pytanie: czy istnieje właściwa proporcja pomiędzy inicjacją soborową, która jest koniecznym warunkiem odnowy, a krytyką Kościoła, którą mu wymierzacie za to, że nie jest dość «soborowy» (...) jest różnica pomiędzy tym postępem w Kościele, którego wyrazem i sprawdzianem stało się Vaticanum II, a tzw. postępowością (progresizmem). Ta druga wyraża się dążnością do zmian poniekąd dla nich samych, a wszystko ocenia wyłącznie pod kątem nowości (...). Niestety, muszę stwierdzić ze strony Waszego środowiska pewną rezerwę w stosunku do niezbędnego tutaj dialogu, do szukania konsultacji w sprawach tak zasadniczych, jak sprawy tu poruszone”.
W jednym z komentarzy do listu kard. Wojtyły z 1969 r. red. Bączek przypomina znany już list Jana Pawła II do red. J. Turowicza z 5 kwietnia 1995 r. Ojciec Święty ubolewał w tym liście m.in. z powodu tego, że w trudnym okresie początków lat 90., w czasie wzmożonych ataków przeciw Kościołowi „(...) Kościół w Tygodniku nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd prawo oczekiwać”.

Media nienawiści

Reklama

Od parlamentarnych wyborów we wrześniu zeszłego roku nie ustaje niezwykle agresywna, pełna nienawiści kanonada mediów przeciwko PiS-owi i projektom głębokich zmian w Polsce, polegającym na obaleniu patologicznych układów. Zwolenników rządu Marcinkiewicza i wspierających go partii obrzuca się najskrajniejszymi wyzwiskami, nazywa faszystami i antysemitami. Typowy pod tym względem był wywiad znanego tropiciela domniemanego polskiego ciemnogrodu - reżysera filmowego Janusza Kijowskiego pt. Rozum w katakumbach udzielony Przemysławowi Szubartowiczowi na łamach postkomunistycznego Przeglądu z 22 stycznia. Reżyser uznał, że w marcu 1968 r. przez Polskę przelała się „faszystowska, antysemicka fala” i stwierdził, że był „to taki elektorat PiS, Samoobrony i LPR”. Nawet w tak niechętnej PiS-owi Gazecie Wyborczej (nr z 24 stycznia) wydrukowano w końcu tekst filozofa Michała Szułdrzyńskiego pt. Faszyzm nam nie grozi, sprzeciwiający się nagminnym ostrzeżeniom przed napływającą rzekomo falą faszyzmu i antysemityzmu. Szułdrzyński zapytywał: „Dlaczego więc Halina Bortnowska słyszy werble brunatnych zastępów? Dlaczego Stefan Niesiołowski twierdzi, że Polska jest w rękach «ludzi strasznych», demagogów, populistów i prostaków? Co uprawnia go do oskarżania PiS o «antyintelektualizm, ksenofobię, a nawet antysemityzm» (Gazeta z 20 stycznia br.) (...) Gdzie prof. Barbara Skarga widzi powracające «upiory przeszłości. Ten sam antysemityzm (...)»?”.
Agresywne ataki nie ustają. Polityka z 4 marca przytacza w dziale „Polityka i obyczaje” fanatyczny tekst Krystyny Kofty z Przeglądu głoszący iż: „teraz przez paranoików, którzy dorwali się do władzy i rządzą w rewolucyjnym amoku, zrobiliśmy dwa kroki do tyłu, zamiast cywilizacji mamy syfilizację”. Nienawistnicy z mediów wpadają na kolejne jątrzące pomysły dokopania tak nielubianemu przez nich PiS-owi. Postkomunistyczny Przegląd z 26 lutego na okładce dał fotomontaż ministra Zbigniewa Ziobry w bolszewickiej czapce z czerwoną gwiazdą. Poseł PO Paweł Śpiewak w tekście Pakt nic (Wprost z 12 lutego) uznał, że w związku z niektórymi ustawami umieszczonymi w pakcie stabilizacyjnym „przypomina się sowiecka czerezwyczajka”. Stefan Bratkowski poszedł jeszcze o krok dalej w tekście na łamach Rzeczpospolitej z 25 lutego pt. Jak być kochanym. Przyrównał tam wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego do wystąpień sławetnego ludobójczego prokuratora sowieckich czystek Andrieja Wyszynskiego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przeciw histerii mediów

Reklama

Rozhasane kampanie nienawiści w mediach wywołują jednak również, i to coraz bardziej, zdecydowane sprzeciwy. Jan Pietrzak pisał w tekście: Dzień bez histerii (Tygodnik Solidarność z 24 lutego): „Nie ma końca histeria medialna wokół poczynań rządzącego PiS-u. Każdy powód jest dobry, by poszaleć (...). Rozemocjonowani dziennikarze łapią każdy temat, by ogłaszać katastrofę, wieszczyć tragedię, roztaczać czarne wizje przyszłości. O co chodzi w tym wariactwie? Kto to nakręca, w jakim celu? (...) Radzę rozważyć taki pomysł, by dla ocalenia zdrowia psychicznego społeczeństwa (...) wprowadzić raz w tygodniu dzień bez mediów (...). Należy nam się dzień bez histerii”. Wcześniej w Tygodniku Solidarność z 17 lutego Pietrzak pisał w tekście Szajba z braku władzy: „Krąży w przyrodzie taki pogląd, że władza ludziom uderza do głowy. Z moich obserwacji wynika jednakowoż, że z braku władzy też ludziom nieźle odbija szajba”.
Ostro napiętnował falę nienawistnictwa w mediach słynny socjolog i filozof prof. Zdzisław Krasnodębski - w tekście Historia pewnej histerii (Rzeczpospolita z 3 marca). Polemizując z alarmistycznymi wołaniami w mediach o rzekomym zagrożeniu polskiej wolności przez groźbę dyktatury PiS-u, prof. Krasnodębski pisał: „Część polskiego społeczeństwa - większa, lecz mniej hałaśliwa, bo nie tak elitarna - podziela wprawdzie zdanie, że w Polsce wolność jest zagrożona, ale nie przez ostatnich parę miesięcy, lecz przez ostatnich paręnaście lat, nie przez rządy PiS, lecz niejawne, skorumpowane postkomunistyczne struktury oligarchiczne (...). Nie utraty wolności powinniśmy się przede wszystkim obawiać, ale możliwości, że jej nie urealnimy, nie ostrych decyzji i cięć, lecz ciągłości i kunktatorstwa, nie dyktatury, lecz chaosu i inercji”.

Hierarchowie o mediach

Coraz częściej z krytyką mediów występują hierarchowie Kościoła katolickiego, piętnując „zgiełk dziennikarski”, wyraźne „luki w etyce medialnej”. Szczególnie zalecam pod tym względem lekturę trzech jakże stanowczych wystąpień w tej kwestii: tekstu bp. Adama Lepy: O kryzysie wartości w mediach (Nasz Dziennik z 11-12 lutego) i dwóch tekstów bp. Antoniego P. Dydycza: O etyce dziennikarskiej refleksji parę (Nasz Dziennik z 8 lutego) i Do uważnej i spokojnej lektury zachęcam (Nasz Dziennik z 24 lutego).

Przeciw „donosom na Polskę”

Nawet w bardzo nielubiącej Kaczyńskich lewicowej Angorze ostro zareagowano na zagraniczny wyskok Jana Rokity, stanowiący swego rodzaju „donos” na stosunki w Polsce. Jak pisał MEL, autor przeglądu prasy w dziale „Peryskop” Angory z 5 lutego: „Jeżeli Jarosław Kaczyński chce zostać dyktatorem, to nie znajdzie partnerów do współpracy” - stwierdził Jan Rokita w rozmowie z austriackim dziennikiem Der Standard. Czujemy się w obowiązku zauważyć, że: 1. Żaden dyktator nie szuka „partnerów do współpracy”, lecz wykonawców (...). 2. Za granicą nie szczeka się na własne państwo, nawet jeśli chwilowo ma twarz nielubianego Jarosława Kaczyńskiego. Nie te „standardy”, Panie Rokita.

Samouwielbienie Leszka Balcerowicza

W Rzeczpospolitej z 25-26 lutego zadziwiający bezkrytycznym samouwielbieniem wywiad Leszka Balcerowicza Nie usypiajmy rozumu, udzielony Sławomirowi Popowskiemu i Dariuszowi Rosiakowi. Balcerowicz zapewnia w nim z wielką werwą, że w Polsce „mamy bardzo dobrą sytuację gospodarczą”. Twierdzi nawet, że ostatnie kilkanaście lat „są najprawdopodobniej najlepszym okresem w historii Polski ostatnich dwustu, trzystu lat”. Trudno zaiste porównywać ostatnie kilkanaście lat z czasami saskimi, dobą Polski rozbiorowej czy okresem stalinizmu. Jakże żałośnie wygląda jednak te ostatnie 16 lat na tle porównania z czasami II Rzeczypospolitej! Wówczas budowa Gdyni, Centralnego Okręgu Przemysłowego, uprzemysławianie kraju, teraz po 1989 r. wyprzedaż przemysłu za bezcen, rabunkowa prywatyzacja. Wówczas Eugeniusz Kwiatkowski, teraz Leszek Balcerowicz! Panegirycznie wysławiający rzekomą „bardzo dobrą sytuację gospodarczą” Balcerowicz milczy o ogromnym, wciąż piętrzącym się zadłużeniu Polski, o tym, że Polska jest na pierwszym miejscu wśród 25 krajów UE pod względem stopnia skorumpowania. Dodajmy do tego, że według raportu Banku Światowego, Polska jest „jedynym krajem postkomunistycznym, w którym rośnie, a nie maleje ubóstwo”, jak przypomniał prof. Z. Krasnodębski w cytowanym wyżej tekście Rzeczpospolitej.
Na tle panegirycznych nieprawd tekstu Balcerowicza tym bardziej warto sięgnąć po lekturę niedawnego przemówienia sejmowego Jarosława Kaczyńskiego, chyba najznakomitszego jego wystąpienia w ostatnich latach (por. tekst Odzyskać państwo dla Polaków (Nasz Dziennik z 22 lutego). Kaczyński, piętnując rządzącą dotąd Polską „łże-elitę”, powiedział m.in.: „Mamy także w Polsce bardzo wiele poważnych, ogromnie poważnych problemów społecznych, jest bezrobocie wśród młodzieży - prawie 40 proc., mamy nędzę, mamy kryzys rodziny, występują patologie, mamy wynikającą z tego wszystkiego depopulację, jest negatywny bilans migracyjny i istnieje niebezpieczeństwo, że migracja zacznie naprawdę w wielkim stopniu drenować, i to z tych lepiej przygotowanych, nasz kraj (...) nasze państwo, nasz aparat państwowy jest tak uwikłany w układy lobbystyczne i w układy już czysto patologiczne, po prostu kryminalne (...). Nie ma mowy o żadnej polityce gospodarczej w ciągu tych 17 lat, tej polityki nie było, były właśnie różnego rodzaju naciski i decyzje, które z tych nacisków wynikały (...). Skutki tego są bardzo rozległe, także w dziedzinie gospodarczej: olbrzymi podatek korupcyjny - żeby to tak nazwać, bo to często jest po prostu zwykły rabunek”.

Oszczercy z „Wyborczej”

Niedawno na łamach Naszego Dziennika (nr z 8 lutego) w tekście pt. Oszczercy z „Wyborczej” pisałem o jaskrawym przykładzie zafałszowywania prawdy w Gazecie Wyborczej - na podstawie umieszczonego tam skrajnie zdeformowanego opisu mego spotkania z Czytelnikami w Pruszkowie. Jeden z najnowszych numerów Gazety Wyborczej (z 4-5 marca) przynosi kolejny, szczególnie obrzydliwy zestaw fałszów i pomówień - tekst Anny Bikont Pięć lat po Jedwabnem. Autorka znana jest już z wydanego półtora roku temu grubaśnego paszkwilu na Jedwabne, Polaków, katolicyzm pt. My z Jedwabnego. Nowy tekst Bikont obfituje w przeróżne oszczerstwa i insynuacje na temat historii Jedwabnego i tamtejszych elit, AK-owców z tamtego regionu, działań władz Jedwabnego w ostatnich kilku latach, Radia Maryja i zmarłego prezesa KPA Edwarda Moskala. Podobnie jak w swej paszkwilanckiej książce Bikont nie omieszkała również zniesławić pamięci nieżyjącego już proboszcza Jedwabnego - ks. Edwarda Orłowskiego. W tekście Bikont znalazł się również atak na IPN i jego nowego prezesa, który wyraźnie odbiega w swych działaniach od tak promowanego przez Wyborczą b. prezesa L. Kieresa.
Na tle tekstu Bikont tym bardziej godne polecenia wydają się fragmenty ze świetnego wystąpienia ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, wygłoszonego na Jasnej Górze w 2001 r. i drukowanego w Głosie z 4 marca. W tekście zatytułowanym: Katolicy i Żydzi: dialog czy umizgi ks. prof. Chrostowski określił wprost jako „bzdurę” zmyślenia Grossa. Wystąpienie ks. Chrostowskiego zawierało bardzo ostrą krytykę deformowania dialogu chrześcijańsko-żydowskiego przez stronę żydowską. Ks. prof. Chrostowski mówił bez ogródek: „(...) my (...) prowadziliśmy dialog posługując się kategoriami moralnymi, a druga strona przekładała je na kategorie materialne. Kiedy zaczęliśmy mówić o współczuciu, to nasze współczucie również w Polsce zaraz zaczęto przekładać na żądania finansowe obliczone na ok. 65 miliardów dolarów”.

Kolejne spotkanie z prof. Jerzym Robertem Nowakiem odbędzie się w Szczecinie 18 marca br. o godz. 15.00 w szkołach salezjańskich przy ul. Ku Słońcu 124.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

Lekarz z powołania

Cmentarz w Zagórzu należy do największych i najstarszych nekropolii w Sosnowcu. Spoczywa na nim wiele pokoleń mieszkańców zasłużonych dla rozwoju miasta oraz Zagłębia. Wśród wielu grobów sosnowieckich intelektualistów są groby znanych lekarzy. Wymienić tu należy grób rodziny Wrzosków, w którym spoczywa znany w całym kraju i na świecie prof. med. Adam Wrzosek. Niedaleko od podupadającej kapliczki - grobowca rodziny Wrzosków, przy tej samej alejce znajduje się grób innego lekarza - Aleksandra Widery.

Dziś postać ta nie byłaby znana, gdyby nie powieść Stefana Żeromskiego rozgrywająca się w Zagłębiu Dąbrowskim, a zatytułowana Ludzie bezdomni. Powieść ukazała się drukiem na rok przed śmiercią Widery, a losy głównego bohatera dr. Tomasza Judyma zbiegają się z działalnością i sytuacją życiową Aleksandra. Stąd powszechne mniemanie, iż dr Widera był pierwowzorem Judyma. Aleksander Widera znany był z tego, iż z wielkim oddaniem i gorącym sercem spieszył z pomocą chorym robotnikom i górnikom Sosnowca oraz biedakom z Zagórza. Zmarł w wieku 35 lat. Nie założył rodziny. Nie pozostawił po sobie najbliższych. Dlatego też grobowiec na zagórskim cmentarzu wybudowany został kilka lat po jego śmierci staraniem dyrekcji sosnowieckiego oddziału Towarzystwa Lekarskiego. Wydaje się, że wybudowanie grobowca było wynikiem ukazania się w roku 1900 powieści Stefana Żeromskiego Ludzie bezdomni. "Zmieniające się czasy, rewolucyjne utarczki z początku XX w., I wojna światowa, II wojna światowa, później odbudowa kraju sprawiły, że o doktorze Widerze i jego grobie prawie zapomniano. Wprawdzie starzy mieszkańcy Zagórza opowiadali, że na cmentarzu jest pochowany słynny doktor, to jednak po upływie prawie całego wieku nikt tym grobem się nie opiekował" - wyjaśnia dr Emilian Kocot. Przełom nastąpił w roku 1996, kiedy w prasie ukazał się artykuł o tym, że wandale przewrócili okazały krzyż z czarnego marmuru na grobie doktora Aleksandra Widery. Wówczas Zarząd Sosnowieckiego Koła Polskiego Towarzystwa Lekarskiego z proboszczem parafii św. Joachima, ks. Stanisławem Kocotem, i Zarządem Cmentarza postanowili odrestaurować zniszczony działaniami atmosferycznymi i rękami wandali grobowiec. W aktach parafialnych odnaleziono akt zgonu doktora Aleksandra Widery. Odbudowano rozsypujące się fundamenty grobowca, na nowo ustawiono na wysokim cokole przewrócony, lecz na szczęście nieuszkodzony krzyż. Na płycie nagrobkowej umieszczono granitową tablicę z napisem: "Dobro człowieka najwyższym prawem. Doktorowi Judymowi i ku pamięci potomnym Sosnowieckie Koło Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w 90. rocznicę powstania Towarzystwa Lekarskiego Zagłębia Dąbrowskiego 1997 r.". 20 listopada 1997 r. biskup sosnowiecki Adam Śmigielski SDB poświęcił odnowiony grobowiec. Uroczystość zgromadziła liczne grono lekarzy z całego Zagłębia oraz władze miasta. Grobowiec doktora Widery znajduje się przy tej samej alei, co zbiorowa mogiła robotników poległych w 1905 r. podczas strajku w Hucie Katarzyna w Sosnowcu. Nieco dalej, w kierunku wschodnim, po prawej stronie z daleka widać wysoki, z czarnego marmuru krzyż spoczywający na granitowym bloku. Widnieje tam napis: "Śp. Aleksander Widera - lekarz zakładów Towarzystwa Sosnowieckiego. Zm. D. 29 maja 1901 r. w wieku lat 35. Śp. Janina Widera. Zm. D. 18 października 1897 r. przeżywszy lat 18". Dawniej na płycie nagrobnej znajdowały się w narożach cztery graniaste, wysokie cokoły z piaskowca połączone grubym, stalowym, ozdobnym łańcuchem. Dzisiaj grobowiec ten jest jednym z pomników kultury i przypomina o szczytnych hasłach zawodu lekarskiego. Oby znalazło się jak najwięcej naśladowców doktora Widery.
CZYTAJ DALEJ

Watykański dokument o integralnej ekologii w rodzinie. Co zawiera?

2026-04-29 16:41

[ TEMATY ]

rodzina

Watykan

dokument

Vatican Media

Dokument pod tytułem „Integralna ekologia w życiu rodziny” przygotowany został wspólne przez Dykasterię ds. Integralnego Rozwoju Człowieka i Dykasterię ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Skierowany jest do rodzin. Zawiera wskazówki dotyczące opieki nad stworzeniem i ochroną ludzkiego życia - informuje Vatican News.

W pracy nad dokumentem uczestniczyli teolodzy, konsultanci i małżeństwa. Zawiera on też wyimki z dotyczących tych zagadnień adhortacji posynodalnej „Amoris Laetitia” i encykliki „Laudato si” papieża Franciszka, a także wypowiedzi Leona XIV. Prefekci obu Dykasterii, kard. Michael Czerny i kard. Kevin Farrell, w prezentacji dokumentu podkreślili, że rodziny mają podstawowe znaczenie w przekazywaniu wiedzy o fundamentalnym znaczeniu opieki nad naszym wspólnym domem i nad każdą osobą:
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję