Reklama

Bliżej Człowieka

To sam Chrystus cierpi

Do szpitali trafiają ludzie chorzy nie tylko fizycznie.
Często nie mniej niż ból doskwierają im samotność, bieda, poczucie opuszczenia.
Szczególnie ważna staje się wtedy życzliwość, którą zapracowany i źle opłacany personel medyczny stara się, mimo wszystko, okazywać.
Nieważne, czy kieruje się zwykłym ludzkim współczuciem, czy też, jak siostry zakonne, widzi w każdym chorym cierpiącego Chrystusa.

Niedziela Ogólnopolska 7/2005

Marta Górska

Jolanta Obara z pacjentką

Jolanta Obara z pacjentką

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ludzie znikąd

Reklama

Ich przybycie często sygnalizuje nieprzyjemny zapach. Brudni, zarośnięci, nierzadko pijani bezdomni przywożeni są przez pogotowie z okolic dworca kolejowego. Traktowani są jak wszyscy inni pacjenci, jednak pracy jest przy nich dużo więcej. Trzeba ich umyć, ogolić, przebrać w nowe ubrania, bo stare, lepiące się od brudu, zazwyczaj nadają się jedynie do spalenia. Do Szpitala Miejskiego im. św. Wincentego à Paulo w Gdyni trafia kilkaset takich osób rocznie.
- Są tacy, którzy wracają jak bumerang, choć udało się nam załatwić dla nich miejsca w schronisku - opowiada Jolanta Obara, pielęgniarka społeczna. - Umieszczenie tam bezdomnego nie jest sprawą łatwą i wymaga, szczególnie w przypadku osób spoza Gdyni, załatwienia całego szeregu formalności. Wiele osób nie wytrzymuje jednak długo, ze względu na panującą tam dyscyplinę.
Obecnie pani Jolanta zajmuje się bezdomnym mężczyzną, przywiezionym w stanie ogólnego wyczerpania. Podobnie, jak wielu innych pacjentów „bez adresu” cierpi na anemię, spowodowaną przez... wypijające krew wszy. Często zdarza się też, że bezdomni cierpią na marskość wątroby, bo nawet młode organizmy nie wytrzymują systematycznego zatruwania „wynalazkami” w rodzaju denaturatu.
Wiele osób umiera, często do końca w izolacji i opuszczeniu. Jolanta Obara wspomina niespełna 30-letniego człowieka, którego ojciec wyrzucił kilka lat wcześniej z domu. Pielęgniarka zadzwoniła do niego, informując o bardzo ciężkim stanie syna. Mężczyzna oświadczył, że go to nie interesuje. Był wręcz oburzony, że ktoś śmie zakłócać mu spokój. Nie chciał niczego wiedzieć, nie odwiedził umierającego.
- Byłam zszokowana taką postawą - wspomina pani Jolanta. - Tym bardziej że znam drugą stronę medalu. Kilkudziesięcioletnie kobiety, które właściwie niczego dobrego nie zaznały od synów alkoholików, do końca okazują żywe zainteresowanie ich losem i nie pozwalają powiedzieć na nich złego słowa. Widocznie serce matki nie potrafi chować urazy.

Chorzy na samotność

Reklama

Zmienia się model życia w naszym społeczeństwie. Rodzina wielopokoleniowa odchodzi w przeszłość, coraz częściej starzy ludzie stają się ciężarem, którego dzieci najchętniej by się pozbyły. Bywa, że pretekstem do usunięcia seniora z domu staje się jego choroba lub chwilowa niepełnosprawność. Zdarza się to tym częściej, im wyższy jest status społeczny i wykształcenie rodziny. Wśród ludzi prostych, niebogatych szacunek dla rodziców i dziadków jest wciąż czymś powszechnym.
W szpitalach nieraz okazuje się, że opuszczający oddział sędziwy pacjent właściwie nie ma gdzie wrócić. Dzieci twierdzą np., że pracują i nie mają czasu na opiekę. „Proszę go gdzieś umieścić, przecież od tego jesteście!” - słyszy personel medyczny. Tymczasem o miejsce w domu pomocy społecznej czy w zakładzie opiekuńczo-rehabilitacyjnym wcale nie jest łatwo i z całą pewnością nie można tego załatwić z dnia na dzień.
Bywają też bulwersujące przypadki, kiedy rodzina przyjmuje starszą, chorą osobę z powrotem, ale tylko po to, aby skorzystać z jej renty czy emerytury. W przypadku ludzi niepełnosprawnych, wymagających stałej opieki, dochodzi wtedy do prawdziwych dramatów - wcześniej czy później trafiają znów do szpitala, z ogromnymi odleżynami i w stanie zazwyczaj gorszym niż poprzednio. Zresztą los staruszków w zakładach opiekuńczo-rehabilitacyjnych też nie jest do pozazdroszczenia. Rodzina umieszcza ich tam „na pewien czas”, nierzadko przeciągający się potem do wielu lat. Korytarze takich placówek pełne są starszych pań i panów z nadzieją spoglądających na każdą postać pojawiającą się w drzwiach. Smutny to widok, tym bardziej że dzieci i wnuki, uspokoiwszy sumienie twierdzeniem, że „chory jest pod dobrą opieką”, nie kwapią się do odwiedzin.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bóg mnie powołał

Gdyński Szpital Miejski zbudowały przed II wojną światową Siostry Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, popularnie zwane Szarytkami. Pracowały w nim także po wyzwoleniu, zanim komunistyczne władze zastąpiły je pielęgniarkami świeckimi. Od tego czasu rzadko widuje się już postacie w habitach na oddziałowych korytarzach. W grudniu ub.r. na oddziale neurologii podjęła pracę s. Teresa Szarkowska. Na razie jest na stażu, jednak ma nadzieję, że pozostanie tu dłużej.
- Charyzmat naszego zgromadzenia to służba drugiemu człowiekowi w sprawach ciała i ducha - mówi s. Teresa. - Staram się wypełniać go jak najlepiej, tym bardziej że powołanie odczuwałam już dużo wcześniej. Na początku pracowałam jako ekonomistka, jednak zawsze zatrzymywałam się przy ubogich i żebrzących. Mówiono o nich, że potrafią być nieprzyjemni, jednak mnie okazywali swojego rodzaju wdzięczność za to, że rozmawiałam z nimi. Dziękowali za zainteresowanie i drobną pomoc rzeczową.
Upewniło to s. Teresę w przekonaniu, że Pan Bóg oprócz powołania dał jej misję do spełnienia, a przełożona potwierdziła, że jest to dar, który należy pielęgnować. Wkrótce otrzymała skierowanie do szkoły pielęgniarskiej. Teraz - praca na neurologii, wśród ludzi starszych, najciężej chorych, jest dla niej wyzwaniem. Jak sama określa, z ludzkiego punktu widzenia jest tu bardzo ciężko, bo oprócz obowiązków medycznych trzeba wykonywać wiele posług typowo pielęgnacyjnych. Nieraz czuje znużenie i zniecierpliwienie, jednak wszelkie problemy stara się omawiać z Panem Bogiem w kaplicy. Modli się o pomoc i otrzymuje ją. Na jej drodze pojawia się np. przyjazna dusza, która pomaga odzyskać utracone siły. Często jednak dopada ją zwątpienie. Bywa tak zwykle wtedy, kiedy boleśnie odczuwa brak czasu, aby po prostu posiedzieć przy pacjencie, szczególnie takim, którego prawie nikt nie odwiedza.
- Jest dużo łatwiej, kiedy w każdym chorym widzi się cierpiącego Chrystusa - zwierza się s. Teresa. - Nieraz patrzę na zniekształcone biedą i chorobą rysy pacjenta i myślę: Panie Boże, jakiś Ty zmieniony! Jednak ani przez chwilę nie wątpię, że tu leży potrzebujący pomocy Chrystus, a moim zadaniem jest Mu usłużyć.

Okiem wiary

Siostry zakonne od lat cieszą się dużym uznaniem jako pielęgniarki. Utarło się, że trudno je wyprowadzić z równowagi, a siły fachowe łączą z duchowymi. Szarytki w swojej regule dużo czasu poświęcają na modlitwę i medytację, tak aby do chorych mogły iść spokojne i wyciszone. Już Matka Teresa z Kalkuty zauważyła, że siostry, które biorą na siebie więcej obowiązków, powinny także więcej czasu poświęcać na modlitwę.
S. Ewa Wyszecka, przełożona gdyńskich Szarytek, długi czas pracowała jako pielęgniarka. Obecnie wraz z innymi siostrami pomaga ubogim i potrzebującym.
- Na każdego patrzymy okiem wiary - mówi siostra Ewa. - Nie zważamy na to, że ktoś jest brudny, pijany czy źle się zachowuje. W każdym chorym chcemy widzieć Chrystusa, choć nie zawsze się to udaje, bo człowiek jest tylko człowiekiem. Jednak sakrament pokuty pomaga zregenerować siły.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Litania nie tylko na maj

Niedziela Ogólnopolska 19/2021, str. 14-15

[ TEMATY ]

litania

Karol Porwich/Niedziela

Jak powstały i skąd pochodzą wezwania Litanii Loretańskiej? Niektóre z nich wydają się bardzo tajemnicze: „Wieżo z kości słoniowej”, „Arko przymierza”, „Gwiazdo zaranna”…

Za nami już pierwsze dni maja – miesiąca poświęconego w szczególny sposób Dziewicy Maryi. To czas maryjnych nabożeństw, podczas których nie tylko w świątyniach, ale i przy kapliczkach lub przydrożnych figurach rozbrzmiewa Litania do Najświętszej Maryi Panny, popularnie nazywana Litanią Loretańską. Wielu z nas, także czytelników Niedzieli, pyta: jak powstały wezwania tej litanii? Jaka jest jej historia i co kryje się w niekiedy tajemniczo brzmiących określeniach, takich jak: „Domie złoty” czy „Wieżo z kości słoniowej”?
CZYTAJ DALEJ

Papież: Wszyscy katolicy są odpowiedzialni za głoszenie Ewangelii

2026-05-02 12:22

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

głoszenie Ewangelii

wszyscy katolicy

są odpowiedzialni

Vatican Media

Papież do Papal Foundation: uczestniczycie w misji ewangelizacji

Papież do Papal Foundation: uczestniczycie w misji ewangelizacji

Wszyscy katolicy są odpowiedzialni za głoszenie Ewangelii zarówno słowami, jak i czynami miłosierdzia - powiedział Leon XIV na audiencji dla amerykańskiej Fundacji Papieskiej (Papal Foundation). Przyznał, że osobiście spotkał się z jej działalnością, kiedy pracował w Peru. Zarówno jego diecezja, jak i augustiańska wspólnota zakonna korzystały z jej pomocy. Zapewne nigdy nie spotkacie wszystkich, którym pomagacie. Dlatego w ich imieniu chcę wam teraz podziękować - mówił Papież.

Cieszę się z rozwoju Fundacji
CZYTAJ DALEJ

Przewodniczący Episkopatu na Jasnej Górze: Polska była wierna Chrystusowi i pragniemy, aby taka pozostała

2026-05-02 15:10

[ TEMATY ]

Jasna Góra

abp Tadeusz Wojda SAC

Przewodniczący Episkopatu

wierna Chrystusowi

episkopat.pl

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, Jasna Góra

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, Jasna Góra

Polska będzie naprawdę wielka nie wtedy, gdy będzie silna jedynie ekonomicznie czy politycznie, ale wtedy, gdy pozostanie wierna Bogu. Gdy będzie służyć prawdzie, życiu, rodzinie i drugiemu człowiekowi – mówił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda SAC w homilii Sumy odpustowej, której przewodniczył 2 maja br. na Jasnej Górze w uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski. Eucharystię koncelebrowali przedstawiciele Episkopatu na czele z Prymasem Polski abp. Wojciechem Polakiem.

Przewodniczący KEP przypomniał, że tegoroczne święto Matki Bożej Królowej Polski przeżywamy wyjątkowo dzień wcześniej, aby nie kolidowało z V Niedzielą Wielkanocną. Przyznał, że dla ludzi wierzących dzisiejsza uroczystość ma szczególne znaczenie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję