Reklama

Mali kolporterzy

Niedziela przemyska 36/2006

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W czasie, gdy rozpoczynał się trzeci turnus rekolekcji oazowych, do szkoły w Bliznem zjechali właśnie mali kolporterzy - ministranci z parafii, które rozprowadzają największą liczbę prasy katolickiej. Wszystko zaczęło się przed rokiem, podczas pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. Już w pierwszym dniu mijamy miejscowość Wola Rokietnicka, w której znajduje się przepiękna szkoła. Po gwarze roku szkolnego wypoczywa majestatycznym spokojem.
W dobie prywatyzacji wiele dzieci nie ma możliwości spędzenia choćby kilku dni poza domem. Po rozmowach z duszpasterzem Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Przemyskiej ks. Józefem Suchym zrodził się pomysł zorganizowania darmowego wyjazdu dla kilkudziesięciu dzieci.
Ks. Józef dołączył do tej grupy już odpłatnie swoich katedralnych ministrantów i dziewczęta ze scholi. Do pomocy miał dwóch kleryków i animatorów. I tak się zaczęło. Przyjechali z małych miejscowości, trochę wystraszeni. Dla wielu było to pierwsze pożegnanie z rodzinnym domem. Wytrwali prawie wszyscy z wyjątkiem dwóch chłopców, których tęsknota nie dała się utulić i dwóch kolejnych, którzy zachorowali.
Program przewidziany przez ks. Józefa był raczej rekreacyjny. Tak więc rano po modlitwach i śniadaniu jedne grupy szły na basen, inne do sali gimnastycznej, bo już od początku rozpoczęły się turniejowe zmagania o pierwsze miejsce i nagrody.
Kolejnym ważnym punktem były prowadzone przez kleryków spotkania w kościele na tzw. szkole liturgicznej. Chętniej przez dziewczęta niż chłopców przyjmowane były spotkania na nauce śpiewu. Wieczorna Eucharystia z każdym dniem piękniała dzięki doskonałej oprawie liturgicznej.
W programie znalazł się czas na wyjazd do parku zabaw w Rzeszowie. Dzięki posłudze proboszcza ks. Wawrzkowicza uczestnicy zapoznali się z historią i zabytkami starego kościoła. Wszystkich jednak przebił wikariusz ks. Piotr, który swoimi żelaznymi rumakami obwoził kolejnych chętnych po górskich wertepach okolicy Bliznego.
Wieczorem o 20.30 kończyliśmy dzień bajką, której opowiadanie zostało powierzone mnie jako turnusowemu Dziadkowi. Każda z nich kończyła się zagadką, która wywoływała wiele emocji.
Według planu o 22.00 miała obowiązywać cisza nocna, która jednak pozostawała martwą literą programu. To szczególny czas pracy dla kleryków i animatorów. Ostatnią instancją był ks. Józef.
Wydarzeniem szczególnym był przyjazd na turnus abp. Józefa Michalika z bp. Pawłem Sochą z Zielonej Góry. Wspólne śpiewy, rozmowy, okolicznościowe zdjęcia. Pozostawione przez hierarchów łakocie przedłużyły tę krótką wizytę.
Kiedy zbliżał się koniec turnusu coraz częstsze były pytania, czy na przyszły rok też tu przyjedziemy. Obiecaliśmy, że owszem, ale tym razem będzie to nagroda dla najlepszych „Małych Kolporterów”. Każdy z uczestników otrzymał listę, na którą ma wpisywać nowych chętnych do czytania prasy katolickiej. Propozycję podjęli z wielkim entuzjazmem. Chcąc umożliwić tę formę zarabiania na przyszłe rekolekcje, drukujemy taką listę, którą można będzie wyciąć i skserować. To apel do księży proboszczów aby zainteresowali swoich małych pomocników do tej pracy. Liczą się oczywiście prenumeratorzy nowi, tacy, którzy do tej pory nie czytali katolickich periodyków. Ksiądz proboszcz swoim podpisem potwierdzi prawdziwość zebranych nowych czytelników i w ten sposób za rok najgorliwsi będą mogli przeżyć radość rekolekcji, która stała się w tym roku udziałem blisko 60 ministrantów.
Przy tej okazji rodzi się refleksja związana z systematycznym spadkiem Czytelników Niedzieli i innych katolickich tytułów. Dla orientacji podaję trzydzieści parafii najwięcej procentowo rozprowadzających gazety. Niech stanie się to okazją do osobistej refleksji nas wszystkich - w jaki sposób zwiększyć parafialne nakłady. Niepokojące jest to, że czytelnikami są ludzie starsi. Niejednokrotnie zdarza się w naszej redakcji sytuacja, że ksiądz proboszcz rezygnuje z jednego czy dwóch egzemplarzy, bo zmarła babcia lub dziadek, a młodzi nie są zainteresowani prenumeratą.
Może na koniec warto przytoczyć fragment życiorysu św. Maksymiliana, w którym ujawnia się, jak w drugiej Rzeczypospolitej, po uzyskaniu niepodległości rósł głód katolickiego słowa.
2 stycznia 1922 r. otrzymał Maksymilian z Rzymu upragnione zatwierdzenie Milicji Niepokalanej. W tym samym miesiącu zaczął wydawać w Krakowie miesięcznik pod znamiennym tytułem Rycerz Niepokalanej, który z czasem zdobędzie sobie niezmiernie wielką popularność w Polsce i za granicą. Przełożeni zaniepokojeni, w ich mniemaniu, zbyt szeroko zakrojoną akcją o. Kolbego, przenieśli go do Grodna. Jednak i tu rozpoczętego dzieła szerzenia Milicji Niepokalanej i rozpowszechniania Rycerza Niepokalanej franciszkanin nie zaniechał. Zdobył małą drukarkę i wśród współbraci znalazł ochotnych pomocników. Zaczął także werbować powołania do pracy wydawniczej. Dzięki temu Rycerz stale zwiększał swój nakład. W ciągu pięciu lat (1922-27) z 5 tys. wzrósł do 70 tys. egzemplarzy! Na pięciolecie pisma otrzymał wiele listów gratulacyjnych od biskupów oraz błogosławieństwo papieża Piusa XI z licznymi odpustami i łaskami, o które dla swojego związku prosił. Gdy w klasztorze grodzieńskim pole do pracy okazało się zbyt ciasne, o. Maksymilian Maria za pozwoleniem przełożonych zaczął oglądać się za nową placówką. Książę Jan Drucki-Lubecki ofiarował mu w okolicach Warszawy pięć morgów pola ze swego majątku Teresin. O. Kolbe zjawił się w późniejszym Niepokalanowie 6 sierpnia 1927 r. i postawił tam figurę Niepokalanej. Z pomocą oddanych sobie współbraci i okolicznej ludności zabrał się też do budowy kaplicy. Postawiono także drewniane baraki, do których wniesiono maszyny. Przenosiny miały miejsce 21 listopada 1927 r. - w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Kiedy dzieło w Niepokalanowie doszło do pełni rozwoju, za zezwoleniem generała zakonu o. Kolbe w towarzystwie czterech braci zakonnych udał się do Japonii, aby tam szerzyć wielkie dzieło (26 lutego 1930 r.). W drodze zatrzymał się w Szanghaju. Znany chiński katolik LoPa-Hong z miejsca zaofiarował mu dom, maszyny drukarskie i motor oraz zapewnił utrzymanie zakonnikom. Niestety tamtejszy biskup wyraził stanowczy sprzeciw. O. Kolbe udał się więc do Japonii. W niezmiernie ciężkich warunkach, bez żadnej pomocy miejscowego biskupa w Nagasaki, o. Kolbe rozpoczął pracę wydawniczą. W trzy miesiące później miał już własną drukarnię i dom. Pierwszy numer Rycerza japońskiego (Seibo no Kishi) ukazał się w nakładzie 18 tys. egzemplarzy. Drugi numer, listopadowy, miał już nakład 20 tys., a grudniowy - 25 tys. W 1931 r. Maksymilian nałożył habit franciszkański pierwszemu Japończykowi. Dał mu na imię Maria. W tym samym roku nabył pod klasztor dziki stok góry, gdzie wystawił pierwszy własny budynek. Tak powstał japoński Niepokalanów (Mugenzai no Sono - Ogród Niepokalanej). W 1934 r. poświęcono tam także nowy kościół. W 1936 r. japoński Niepokalanów był już na tyle okrzepły, że o. Kolbe mógł go opuścić. Na kapitule prowincjalnej został bowiem wybrany przełożonym Niepokalanowa w Polsce. Po sześciu latach nieobecności wrócił do kraju. Sława Niepokalanowa rosła. Co roku zgłaszało się ok. 1800 kandydatów. O. Kolbe osobiście przyjmował zgłaszających się. Stosował surową selekcję. Przyjmował około 100. Głównym warunkiem przyjęcia było pragnienie świętości. W 1939 r. Niepokalanów liczył już 13 ojców, 18 kleryków-nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Rycerz Niepokalanej osiągnął nakład 750 tys. egzemplarzy. Rycerzyk Niepokalanej i Mały Rycerzyk Niepokalanej miały łączny nakład 221 tys. egzemplarzy, Mały Dziennik - nakład codzienny 137 tys., a niedzielny - 225 tys. egzemplarzy. Ponadto drukowano Informator Rycerstwa Niepokalanej, Biuletyn Misyjny i Echo Niepokalanowa. Kalendarz Niepokalanej liczył w 1937 r. 440 tys. egzemplarzy nakładu. Od 1938 r. Niepokalanów miał własną radiostację, której sygnałem była melodia Po górach, dolinach.
Nie traćmy nadziei, może się uda. Musi się udać. Szczęść Boże!
I na koniec, poniżej, lista dwudziestu parafii o najliczniejszym kolportażu prasy katolickiej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wszystko, co ma wartość wieczną, dojrzewa z jedności z Chrystusem

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

pexels.com

Paweł wypowiada te słowa w samym środku sporu o Prawo, obrzezanie i wspólny stół. Stawką jest prawda Ewangelii. Apostoł mówi: „Przez Prawo umarłem dla Prawa, aby żyć dla Boga”. Prawo ujawnia grzech i nazywa go po imieniu. Pokazuje, że usprawiedliwienie jest darem i przychodzi od Boga. Paweł szanuje Prawo i zarazem wskazuje jego granicę. To właśnie Prawo doprowadziło go do uznania, że potrzebuje zbawczej śmierci Chrystusa. Dlatego zaraz dodaje: „Z Chrystusem zostałem współukrzyżowany”. Grecki czasownik synestaurōmai stoi w formie dokonanej i trwałej: oznacza stan, który pozostaje. Krzyż wszedł w samo centrum tożsamości apostoła i stał się nową miarą jego życia. „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. To jedno z najgłębszych zdań całego Pawła. Zachowuje ono osobę ucznia i otwiera ją na zamieszkanie Chrystusa. Apostoł nadal żyje „w ciele”, w zwyczajnej ludzkiej kruchości, lecz źródło tego życia bije w wierze w Syna Bożego. Greckie wyrażenie można rozumieć również jako udział w wierności Syna; oba odczytania prowadzą do tej samej prawdy. Uczeń stoi na darze Jezusa, „który umiłował mnie i wydał siebie za mnie”. Wiara wyrasta więc z osobistego doświadczenia bycia umiłowanym przez Ukrzyżowanego. Stąd rodzi się życie dla Boga.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo: pokonała nowotwór dzięki wstawiennictwu Carla Acutisa

Zawsze powtarzam, że choroba, na którą zachorowałam, przyniosła mi więcej dobrego niż złego – wyznaje María Dolores Rosique, kobieta, która w cudowny sposób zetknęła się z Carlem Acutisem.

Święty z internetu – jak nazywany jest Carlo Acutis – wciąż zadziwia świat, a ostatnio przypomniał o sobie dzięki cudownej interwencji z nieba, której doświadczyła pewna czterdziestoparoletnia Hiszpanka. Kobieta od dłuższego czasu czuła się źle. Miała problemy żołądkowe. Podejrzewała raka trzustki albo wątroby, udała się więc na gruntowne badania. USG i endoskopia niczego jednak nie wykazały, co uspokoiło Maríę Dolores na tyle, że postanowiła wyjechać z rodziną na niezapomnianą wycieczkę do Włoch. W 2022 r. udała się więc z mężem Pablem, trzema nastoletnimi córkami oraz siedmioletnim synem, by zwiedzać Toskanię, Rzym i Watykan. Były to wspaniałe dni – wycieczka będąca spełnieniem ich marzeń. Wystarczyła jednak jedna noc, by jak mówi María, „przejść od doznania bycia w raju do poczucia, że spadamy do piekła”. Tej jednej nocy kobieta poczuła się bardzo źle, problemy żołądkowe osiągnęły apogeum. Dla niej było już wiadome, że ma nowotwór. Późniejsze badania potwierdziły jej przeczucia. Rodzina miała w tym momencie dwie możliwości: albo natychmiast wracać do Hiszpanii, albo dotrwać do końca wycieczki. Zdecydowali się na to drugie.
CZYTAJ DALEJ

180 lat od objawień w La Salette: trudno zaakceptować łzy Maryi

2026-07-23 16:23

[ TEMATY ]

rocznica

objawienia

Adobe Stock

Kościół we Francji przygotowuje się do obchodów 180. rocznicy objawień maryjnych w La Salette. Płacząca Matka Boża wywarła ogromne wrażenie na współczesnych, większe niż objawienia w Lourdes, ale zarazem jest trudniejsza do przyjęcia. Przypomina nam bowiem o cenie naszego Odkupienia - wskazuje francuska historyk Anne Bernet. Maryja objawiła się w La Salette 19 września 1846 r. – podaje Vatican News.

Charakterystyczną cechą tych objawień jest ich dramatyczny, eschatologiczny charakter. Maryja „płacząca na górze” to Matka Boża Bolesna. Przypomina nam, jaką cenę zapłacił jej Syn, a także Ona sama za nasze odkupienie – mówi Anne Bernet w wywiadzie dla tygodnika France Catholique. Podkreśla, że współczesnemu człowiekowi trudno jest przyjąć te łzy. Bo, aby stały się dla niego tym, czym miały być, a więc łzami oczyszczenia, musiałby się nawrócić i ponownie umieścić w centrum Boga, Jego prawo i Krzyż. Tylko w ten sposób można uniknąć nieszczęść, które spadają na świat, a są konsekwencją obalenia krzyża.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję