Reklama

Odkryte powołanie…

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tylko lustro nie zatrzymuje śladu tych, którzy przyszli blisko. W życiu ludzi jest to niemożliwe. Nikt nie przechodzi bez śladu obok życia drugiego człowieka.
(ks. A. Henel)

Okres sierpniowego pielgrzymowania na Jasną Górę zakończył się w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W związku z tym chciałabym wrócić pamięcią do jednej z pielgrzymek, by jeszcze raz przeżyć budzące się powoli powołanie kapłańskie, o którym tak pięknie opowiadał mi młody, przystojny, a co najważniejsze skromny, pogodny i uduchowiony młody człowiek o imieniu Adrian, z którym przed trzema laty miałam okazję się poznać w czasie wakacyjnych wędrówek.
Swoje zwierzenia zaczął od babci, która w swoich modlitwach prosiła Boga o powołanie dla swoich wnuków. Może dlatego już w czasach dzieciństwa zafascynował się życiem pustelniczym, o którym mówił wtedy pół żartem, pół serio. Będąc w 7 klasie, został ministrantem, ale ten okres nie zakończył się dla niego zbyt szczęśliwie. Po jednej z bójek, której nie był inicjatorem, został usunięty przez księdza prowadzącego ministrantów, chociaż wyszedł z niej najbardziej poszkodowany. Poczucie krzywdy, jakie się w nim wtedy zrodziło, odsunęło go na pewien czas od Kościoła, pogłębiając się jeszcze bardziej, kiedy wyżej wspomniany ksiądz nie chciał go dopuścić do sakramentu bierzmowania. Adrian poczuł się wtedy wewnętrznie rozbity, wyrażając to ciętością do księży - wszystkich księży. Mimo tego buntu czuł w swoim wnętrzu, że jest Bóg i że jest zawsze z nim.
Przełomem w jego życiu była (w wieku 20 lat) piesza pielgrzymka na Jasną Górę, której inicjatorem był jego bliski kolega. On pociągnął za sobą nie tylko Adriana i jego brata, ale całą ich paczkę, która liczyła 9 osób. Czym kierowali się jego koledzy, nie wiem. Wiem, że Adrian poszedł tylko dlatego, żeby sprawdzić swoje fizyczne siły. W przeddzień pielgrzymki zdał swoje bagaże do centrum pielgrzymkowego, by następnego dnia, już wolny od ciężaru, rozpocząć o godz. 6.00 nabożeństwem w katedrze to długie wędrowanie. Adrian nie wszedł do wnętrza świątyni tak jak wszyscy pątnicy, ale pozostał na zewnątrz i ze znudzeniem czekał na koniec modlitw. Po ich zakończeniu odnalazł swoją grupę i przyłączył się do niej, obserwując z uwagą, co działo się wokół niego. Zaskoczenie jego było ogromne, kiedy dowiedział się, że tłumy stojące na poboczach to wierni, którzy przyszli pożegnać uczestników pielgrzymki. Sam start uznał jednak za fajny - jak to określił - ale już po kilku kilometrach marszu, kiedy rozpoczęły się śpiewy i modlitwy, zaczęły się w nim ścierać wyobrażenia z rzeczywistością, w której uczestniczył. Po stosunkowo szybkim zaaklimatyzowaniu się w grupie zaczął się odnajdywać, ale w drugiej połowie dnia poczuł się znudzony tym duchem modlitwy, tak zresztą jak i jego koledzy, więc niewiele się namyślając, zaczęli sobie opowiadać kawały i nucić wesołe przyśpiewki. Kiedy nastał pielgrzymkowy czas ciszy, miał trudności z zachowaniem milczenia, ale w miarę pokonywanych kilometrów zauważył u siebie, że nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie zaczyna się w nim wszystko wyciszać. W końcu przyszedł upragniony czas odpoczynku, który był równocześnie czasem przeznaczonym na posiłek. Z niedowierzaniem patrzył na tubylczą ludność, która po staropolsku gościła zmęczonych i zgłodniałych pielgrzymów, nie zapominając nawet o zupie, po którą początkowo Adrian wstydził się pójść, ale z czasem przyszła i odwaga. Kiedy słońce zaczęło się powoli chylić ku zachodowi, nadeszła najradośniejsza chwila, chwila rozbijania namiotów i szukania kranu z wodą, który był w tym dniu najważniejszy dla niego, bo pozwalał na zmycie brudów podróży. Noc jednak trwała jakby za krótko i po dniu pełnym krajobrazowego urozmaicenia, w którym nie brakowało polnych ścieżek, dróg i lasów, nastał koszmarny dla niego dzień, który przyszło pokonywać nie tylko w upale, ale przez cały czas monotonnym asfaltem. Już po kilkunastu kilometrach postanowił, że się wycofa, jak tylko dojdą do miejsca nocnego postoju, bo uznał, że to nie dla niego takie wędrowanie. Ale... Szukając tego wieczoru wody, natknął się na kleryka, który nie tylko wskazał mu kran, ale wyczuwając jego ogromny głód, nakarmił go. Ten miłosierny uczynek zmienił o 180 stopni jego wcześniejsze postanowienie wycofania się. Odszedł też z miejsca bunt i niechęć, ustępując miejsca radości. Radości bycia z ludźmi, którzy tworzyli specyficzną wspólnotę. Od tej pory już każdy dzień był coraz radośniejszy, chociaż walka ze swoją słabością w miarę mijanych kilometrów była coraz trudniejsza, przez co następowało coraz częstsze wyczekiwanie postoju. Każdy jednak dzień miał swoje radości i okresy wielkiej mobilizacji sił do przebywania kolejnych odległości, a czas ciszy zaczął powoli owocować zbliżeniem się do Boga i ani się spostrzegł, jak Różaniec i rozważania jego części stały się dla niego okresem wielkich łask, które zaczął odczuwać wręcz namacalnie, i tak doszedł do dnia, który był celem pielgrzymki. Tu jednak Bóg nie był dla niego tak hojny, bo nie tak sobie wyobrażał spotkanie z naszą i Boga Matką. Nie w takim tłoku ani nie tak krótko, ani też z tak daleka. Nie odczuł więc tego wewnętrznego spokoju, którego człowiek doznaje w zasięgu Jej na wpół przymkniętych oczu. Owoce pielgrzymki miały przyjść trochę później, o co zadbała już zapewne osobiście Pani Jasnogórska. A zaczęło się to jeszcze tego samego dnia na dworcu kolejowym, na którym jakby od niechcenia, od tak sobie, żeby po prostu „pogadać”, zaczął rozmowę z klerykiem salezjańskim na temat powołania, która zaowocowała pójściem do seminarium tegoż zgromadzenia. Przed tym jednak przyszło się rozstać ze swoją dziewczyną, która nie była w stanie zrozumieć jego nagłej zmiany decyzji i przez pewien czas nie traktowała jego słów poważnie.
U Salezjanów nie pobył jednak długo, bo poznając tam lepiej siebie, doszedł do przekonania, że nie tą drogą Bóg pragnie go prowadzić. Do owych wniosków doszli także jego przełożeni, kierując go do seminarium diecezjalnego, w którym obecnie się znajduje. Zarzuty, jakie go spotykają, iż poszedł za pieniędzmi, przeżywa mniej boleśnie, bo jest na takie uwagi przygotowany. Kiedy słońce coraz bardziej zaczęło rozświetlać pokój, w którym rozmawialiśmy, Adrian na chwilę zamilkł, po czym z ożywieniem zaczął mówić, że jego pójście na pielgrzymkę nie było przypadkiem. Teraz już wie, że w życiu nie ma przypadków, bo doświadczył tego na sobie. Zobaczył też, że Bóg powołuje ludzi na różnych drogach i w różny sposób, potem dodał ściszonym głosem, który był również głosem wewnętrznej radości, że od tamtych dni słyszy jakby przez mgłę słowa: Pójdź za mną, więc idzie.
Na zakończenie naszej rozmowy zwierza się jeszcze z jednego swojego doświadczenia, mianowicie, iż bez modlitwy człowiek nie wytrwa w powołaniu, a ja dodaję, że nie tylko w powołaniu do kapłaństwa, ale i do małżeństwa również, bo wszystko - dodaje dobrze zapowiadający się ksiądz - musi być oparte na twardym fundamencie, a tym fundamentem jest modlitwa, która przez Maryję i Jej Syna przybliża nas do Boga.
Dziś Adrian jest już na czwartym roku. Przyjechał do mnie, aby opowiedzieć o czasie spędzanym w seminarium. Spacerując w Świnoujściu brzegiem morza, mówił o Bogu już innym głosem, bardziej dojrzałym, więc mogłam sobie pozwolić na to, by z pozycji osoby świeckiej, a do tego kobiety, pomówić z nim o zagrożeniach, jakie na pewno pojawią się w jego życiu, i o tym, że powołanie do sakramentu małżeństwa wcale nie jest łatwiejsze, bo „małżeństwo nie jest parawanem dla wykroczeń” - jak to przed kilkudziesięciu laty ujął jeden z kapłanów, więc wytrwanie w nim też jest czasami bardzo trudne. Potem mówiłam mu dużo o życiu, trudnym życiu, a wszystko przy cichej modlitwie morza.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biuletyn medyczny po operacji Papieża: usunięto dolny płat prawego płuca

2026-10-13 22:08

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Lekarze, którzy operowali Ojca Świętego przekazali szczegóły dotyczące dzisiejszego zabiegu. Papieżowi usunięto dolny płat prawego płuca, a badanie śródoperacyjne potwierdziło rozpoznanie gruczolakoraka płuca.

Ojciec Święty został poddany, zgodnie z planem, operacji z zakresu chirurgii klatki piersiowej. Aby zabieg miał charakter radykalny, usunięto dolny płat prawego płuca, stosując technikę wspomaganą obrazowaniem wideo. Śródoperacyjne badanie histopatologiczne potwierdziło rozpoznanie gruczolakoraka płuca, zgodnie z podejrzeniami wynikającymi z badań przedoperacyjnych.
CZYTAJ DALEJ

Agnieszka i Wojciech Amaro: Powołanie misyjne można realizować także poprzez wsparcie drugiego człowieka

2026-10-14 12:46

[ TEMATY ]

Wojciech Modest Amaro

Mat.prasowy FESTIWAL ŻYCIA

Wojciech Modest Amaro

Wojciech Modest Amaro

- Nie wykręcajmy się, mówiąc: „To nie jest dla mnie”. Misja jest dla ciebie - powiedział ks. dr Maciej Będziński, dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych, podczas konferencji prasowej zorganizowanej 14 października w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie. W najbliższą niedzielę, 18 października, Kościół będzie obchodził 100. Światowy Dzień Misyjny pod hasłem „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”. W ciągu ostatniej dekady z Polski przekazano na misje ponad 11,5 mln dolarów.

Otwierając konferencję, rzecznik KEP ks. Leszek Gęsiak SJ przypomniał, że Światowy Dzień Misyjny został ustanowiony 14 kwietnia 1926 r. przez papieża Piusa XI. Obchodzona w tym roku 18 października Niedziela Misyjna rozpocznie w Polsce Tydzień Misyjny. Jest ona świętem patronalnym Papieskich Dzieł Misyjnych oraz dniem solidarności Kościoła z misjonarzami pracującymi na całym świecie. Ks. Gęsiak zachęcił do modlitwy w ich intencji oraz materialnego wspierania działalności misyjnej.
CZYTAJ DALEJ

Dzień Dziecka Utraconego

2026-10-15 16:25

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Dzień Dziecka Utraconego

Anna Bandura

"Bo nie ma stópki zbyt małej by nie pozostawiła na tym świecie śladu." - dziś Dzień Dziecka Utraconego. To dzień pamięci, modlitwy, nadziei i wsparcia.

- Utracenie dziecka to sytuacja bardzo trudna, to sytuacja, na którą nikt nie jest przygotowany – podkreślił o. Tadeusz Iwaszczyszyn, paulin, który towarzyszył rodzinom w pogrzebach dzieci utraconych. – Atmosfera tego dnia nie jest wesoła, a jednocześnie pełna nadziei – powiedział, uwrażliwiając, w szczególności kapłanów, że przy rodzicach i rodzinach po stracie trzeba po prostu „być”. Paulin podkreślił, że każde życie ma swoją wartość, każde życie jest święte.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję