Reklama

Toruński misjonarz na Sardynii

Niedziela toruńska 51/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z o. Rafałem Jaworskim CSSR, misjonarzem na Sardynii, rozmawia Maria Major

Maria Major: - Na wstępie chciałabym wyrazić radość ze spotkania, bowiem nieczęsto można teraz spotkać Ojca w Ojczyźnie. Zacznijmy od historii. Niedawno ukazała się książka dr. Wojciecha Polaka pt. „Czas ludzi niepokornych”, na której kartach znalazł się także Ojciec wraz z kolegami z IV Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu. Jaki wpływ miała atmosfera i historia tamtego czasu na kształtowanie charakteru i postawy Ojca?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

O. Rafał Jaworski CSSR: - W latach 1985-89 IV LO było środowiskiem ciekawym, zarówno ze względu na nauczycieli, jak i uczniów. Uczestniczyliśmy w życiu ówczesnej Polski, działaliśmy w podziemiach młodzieżowych w ramach „Solidarności”. Szkoła miała też dość mocne tradycje tożsamości religijnej; były osoby zaangażowane w Ruch Światło-Życie, było też sporo powołań kapłańskich. Zastałem środowisko już ukształtowane. Włączyliśmy się w ten nurt, starając się podtrzymywać najlepsze tradycje szkoły, m.in. modlitwę Anioł Pański, która w tamtych czasach była także manifestacją sprzeciwu. Na pewno środowisko to kształtowało, wymagało zajęcia pewnej postawy, opowiedzenia się. Trudno było być biernym albo zupełnie nieczułym na wszystko, czym szkoła żyła, nie tylko na poziomie nauki, ale również wychowania, kultury i opcji politycznych.

- Przeżywaliśmy radość uroczystości prymicyjnej w parafii św. Józefa w Toruniu. Jaka była dalsza droga powołaniowa Ojca?

- Po wstąpieniu do seminarium w Tuchowie i dwóch latach studiów filozofii oraz roku w nowicjacie została nam, klerykom, przedstawiona możliwość kontynuacji studiów na ziemi włoskiej w rzymskiej Prowincji Redemptorystów. W ten sposób znalazłem się we Włoszech. Teologię studiowałem w Weronie, gdzie znajduje się jeden z ważniejszych naszych klasztorów. Po pięciu latach studiów mieliśmy wrócić do Polski, niektórzy jednak z tej grupy, wśród nich i ja, zostali. Nasze pozostanie związane było początkowo z trudną sytuacją personalną, w jakiej znajduje się Prowincja Redemptorystów we Włoszech. Wynikało też z pewnego rodzaju zżycia się, wejścia w tamtejszą kulturę, w tamtejszą rodzinę redemptorystowską. Mnie było łatwiej pozostać we Włoszech, ponieważ czułem się tam jak u siebie. To, że w tej chwili znajduję się na Sardynii, to jest kwestia decyzji przełożonych, tak jak to ma miejsce w Polsce czy w innym kraju. Zostałem przydzielony do jedynego klasztoru, jaki mamy na Sardynii, a który znajduje się w San Sperate, ok. 20 km od Cagliari.

- Czym różni się życie na wyspie od kontynentalnego?

Reklama

- Kto przyjeżdża na wyspę, dla ludności tubylczej jest człowiekiem kontynentalnym. Podobnie ten, kto opuszcza wyspę, nie mówi, że jedzie w konkretne miejsce, lecz na kontynent. Uderza oddalenie; morze jest dookoła i po pewnym czasie zaczyna się odczuwać, że jest to obszar zamknięty. Aby przedostać się gdziekolwiek, potrzebny jest samolot lub statek. Sardyńczyków charakteryzuje bardzo silnej poczucie tożsamości i tego, że są wyspiarzami. Nie czują się Włochami, lecz Sardyńczykami. Mają świadomość przynależności do państwa włoskiego, ale posługują się wieloma dialektami, które dla przeciętnego Włocha, a często dla nich samych, są niezrozumiałe. Kolejną cechą jest przywiązanie do tradycji, w tym tradycji związanych z chrześcijaństwem, na przykład świętami patronalnymi. Sardyńczycy żyją swoją kulturą. Bardzo się też przywiązują. Ciężko jest wyjechać, np. z powodu pracy, co zdarza się coraz częściej. Jednak jeśli tylko mają możliwość pozostania, to zostają... również dlatego, że jest to piękna ziemia.

- Jakie są cechy katolicyzmu na Sardynii? Jak pracuje się z tamtejszymi wiernymi?

- Poza głównymi miastami Sardynii: Cagliari na południu i Sassari na północy, reszta Sardynii jest jeszcze dość wierna tradycji jak na ten obszar geograficzny - jak by nie patrzeć - członka Wspólnoty Europejskiej. Bardzo dobrze funkcjonują tam misje parafialne. Sardynia jest jednym z nielicznych obszarów we Włoszech, gdzie nasz styl przepowiadania tradycyjnego, czyli misje w stylu klasycznym, mają na pewno swoje uzasadnienie i warto je tam przeprowadzać. Poza tym Sardyńczycy są bardzo związani ze swoimi świętymi, z kościółkami, małymi sanktuariami, które gromadzą wielu wiernych w święto danego patrona czy w okresie odpustu. Ruch pielgrzymkowy jest związany z festynami świeckimi. Trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek święto związane z ich kulturą, tradycjami bez patrona, bez elementu religijnego. Są tacy święci, jak św. Greca, św. Prisca, o których istnieniu pierwszy raz dowiedziałem się na Sardynii. Gromadzą oni wielkie ilości pielgrzymów, którzy przychodzą się pomodlić, wyspowiadać. Jest też i druga strona medalu, związana z tym wszystkim, co niesie ze sobą współczesność, zwłaszcza pewien kryzys, jaki przechodzi młodsze pokolenie. Dotrzeć do młodych jest o wiele trudniej. Są oni mniej związani z tradycjami, z Kościołem.

Reklama

- Jakie są główne pola działalności Ojca?

- Podstawową działalnością Redemptorystów, a więc i moją, jest tzw. przepowiadanie nadzwyczajne, czyli różnego rodzaju rekolekcje, misje. W związku z tym naszym głównym zajęciem jest duszpasterstwo misyjne, skierowane zwłaszcza do osób najbardziej opuszczonych. Daje to możliwość poznania różnych środowisk i realiów, ale z drugiej strony kłóci się z prowadzeniem duszpasterstwa regularnego o charakterze parafialnym. W ostatnim czasie młodzież z naszego miasteczka, które liczy ok. 7 tys. mieszkańców, skupiła się wokół naszego kościoła, nie będącego kościołem parafialnym. Uczestniczy ona w organizowanych spotkaniach, pragnie formacji religijnej, a także w określony sposób chce wykorzystywać swoje wolne chwile. W związku z tym narodziła się potrzeba, aby być blisko nich, zaofiarować im formację ciągłą, dlatego mój styl pracy trochę zmienił się z misyjnego na bardziej parafialny. Nasza wspólnota zakonna liczy czterech redemptorystów. Jeden z ojców jest kapelanem wojskowym. W ostatnich dwu latach był na misjach pokojowych w Kosowie, a drugi raz w Albanii. Są tam też siostry zakonne, które prowadzą dom starców i przedszkole.

- Jak Ojciec zaopatruje się na przenikanie się kultur, poglądów, narodowości w Unii Europejskiej?

Reklama

- Patrząc na to z punktu widzenia wyspy, na pewno upłynie bardzo dużo czasu, zanim Unia Europejska dotrze na Sardynię. Jedyne, co świadczy o tym, że jesteśmy w Unii, to zmiana monety. Jeśli chodzi o zmianę poglądów, o to, czego obawiamy się, co niesie ze sobą Unia, to Sardyńczycy są bardzo odporni. Myślę, że to charakteryzuje kraj, który ma swoją tradycję, jest jej wierny i któremu zależy na jej zachowaniu. W ostatnich latach Sardyńczycy zauważyli na przykład, że nie cała młodzież potrafi poprawnie używać dialektów, które przetrwały wieki i tworzyły tę kulturę. W związku z tym teraz następuje pewna kontrtendencja, aby nie tracić tych wartości. Chcą wnieść do Unii Europejskiej i pokazać innym to, co najlepsze, najbardziej wartościowe, niezależnie, czy będzie to coś wielkiego, czy bardzo prostego. Dzieje się to na wielu płaszczyznach - od strony kulinarnej zaczynając. Sardynia jest obszarem pasterskim, ma olbrzymie hodowle owiec, w związku z tym wszelkie produkty pochodne są bardzo dobre i charakteryzują tradycje kulinarne wyspy. Owczy ser jest jednym z najbardziej eksportowych produktów.

- Jaki jest stosunek Sardyńczyków do Ojca Świętego?

- Od pierwszego dnia wyboru widać było, jak wielką sympatią, miłością i szacunkiem Włosi darzą Papieża. Ojciec Święty był na Sardynii w 1985 r. To spotkanie wielu jeszcze pamięta. Nie tylko na Sardynii, ale w całych Włoszech Jan Paweł II cieszy się olbrzymim szacunkiem. Przebieg Roku Jubileuszowego, w szczególności Światowego Dnia Młodzieży na Tor Vergata, jest najlepszym przykładem stosunku Włochów do Ojca Świętego. Te dni zgromadziły olbrzymią ilość wolontariuszy, którzy przyczynili się do tak pięknego, historycznego spotkania Jana Pawła II z młodzieżą z całego świata. Papież jest bardzo im bliski i w tej chwili wielu współczuje mu i solidaryzuje się z nim, widząc jego wiek, chorobę, ale też i jego wytrwałość w głoszeniu Ewangelii. To im bardzo imponuje, za to też cenią Ojca Świętego. Zdają sobie sprawę, że jest to osoba, która znajduje się u kresu sił fizycznych, ale z drugiej strony mają świadomość, jak wiele dał Europie i światu.

- Bóg zapłać za rozmowę.

2003-12-31 00:00

Oceń: +4 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Włochy: w sobotę beatyfikacja Matki Ignacji Isacchi

2026-10-06 12:43

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Włochy

Maria Ignacja Isacchi

Agata Kowalska

Bogaty program modlitwy, wydarzeń kulturalnych i uroczystości upamiętniających będzie towarzyszył beatyfikacji Matki Ignacji Isacchi, założycielki Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa z Asoli. Główna uroczystość odbędzie się 10 października o godz. 10.00 w Bazylice św. Andrzeja w Mantui, w Lombardii. Liturgii będzie przewodniczył kard. Marcello Semeraro, prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych.

Maria Ignacja Isacchi w 1893 roku założyła Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa, którego dom macierzysty od 1917 roku znajduje się w Asoli. Zgromadzenie zajmuje się dziś m.in. edukacją, opieką nad chorymi oraz działalnością misyjną we Włoszech i poza ich granicami.
CZYTAJ DALEJ

Eucharystia inaugurująca nowy rok pracy Sądu Najwyższego USA. Dlaczego nazywana jest Czerwoną Mszą?

2026-10-06 15:03

[ TEMATY ]

USA

Sąd Najwyższy

Czerwona Msza

Waszyngon

Adobe Stock

Do kierowania się mądrością Ducha Świętego w życiu publicznym i pracy na rzecz sprawiedliwości wezwał abp Timothy Broglio podczas dorocznej Czerwonej Mszy w Waszyngtonie. Liturgia, sprawowana w Katedrze św. Mateusza Apostoła, zgromadziła ponad tysiąc osób, w tym sędziów Sądu Najwyższego, przedstawicieli władz oraz wiceprezydenta J.D. Vance’a. Msza tradycyjnie inauguruje nowy rok pracy Sądu Najwyższego USA.

Podziel się cytatem - powiedział w homilii metropolita Archidiecezji Wojskowej USA. Zachęcił do budowania społeczeństwa opartego na uczciwości, harmonii i trosce o dobro wspólne.
CZYTAJ DALEJ

„Nietykalni” na Camino? 500 tys. pielgrzymów i film o spotkaniu, które zmienia wszystko

2026-10-07 13:45

[ TEMATY ]

film

Rafael

Camino de Santiago

Materiał prasowy

Camino de Santiago przyciąga co roku setki tysięcy osób z całego świata. W 2026 roku liczba pielgrzymów, którzy dotarli do Santiago de Compostela, ponownie przekroczyła 500 tys. Fenomen tej drogi coraz częściej trafia także do kina. 30 października do polskich kin wejdzie „Camino dla opornych” („Compostelle”) w reżyserii Yanna Samuella — film, którego osią jest spotkanie dwojga pozornie niedopasowanych ludzi.

Fred i Adam wyruszają razem na Camino de Santiago, choć początkowo niewiele ich łączy. Ona próbuje uporządkować swoje życie, on mierzy się z poczuciem odrzucenia i własnymi problemami. Droga stopniowo zmienia ich relację.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję