Na ogół wyczuwamy, że to nie takie proste, że powyższe rozumowanie jest naciągane – ale jak to dokładniej wyjaśnić?
Sprawa ta jest przykładem trudności w stosowaniu zasad Pisma Świętego w dzisiejszym życiu. Łatwo powiedzieć, że powinniśmy żyć według zasad Ewangelii, ale jak to ma wyglądać w szczegółach? Co oznacza miłość bliźniego w konkretnej sytuacji?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Od Ewangelii do dzisiaj
Wszelkie przemyślane zastosowanie zasad biblijnych w życiu wymaga uwzględnienia dwóch przesłanek. Pierwsza dotyczy tego, czego uczy Pismo Święte. Gdy pada pytanie, co dokładnie znaczy konkretne jego zdanie, trzeba zrozumieć nie tylko jego słowa, ale i sytuację, której pierwotnie dotyczyły. Co znaczyły dla ludzi wtedy żyjących? Przy pewnej dozie wiedzy można to ustalić, choć oczywiście zdarzają się i błędne objaśnienia Biblii.
Druga potrzebna rzecz to uwzględnienie sytuacji świata obecnego. I tu pojawia się problem. Czy tę sytuację dobrze rozumiemy? Potrzeba tu wiedzy społecznej, politycznej, ekonomicznej i psychologicznej. Czy jednak ją mamy, czy tylko tak się nam wydaje?
W rezultacie stoimy jakby na dwóch nogach. Jedna ma dość pewne oparcie, ale druga się ślizga, gdyż jest niepewna i subiektywna. Postrzeganie dzisiejszego życia jest często zależne od ideologii, propagandy i osobistego interesu. Wtedy wnioski, rzekomo wyciągane z zasad chrześcijańskich, mogą się okazać fałszywe.
Reklama
Inaczej mówiąc, zastosowanie zasad wiary do życia obarczone jest niepewnością. Dlatego chrześcijanom wolno dokonywać różnych wyborów politycznych. Z drugiej jednak strony, takie przechodzenie od wiary do życia jest konieczne. Po co czytać Ewangelię, gdyby nie miała ona konsekwencji w naszym życiu osobistym i społecznym? Przede wszystkim dlatego ją czytamy i dlatego jest ważna – a nie dlatego że zawiera interesujące wiadomości sprzed 2 tys. lat.
Ucieczka do Egiptu
Ewangelia według św. Mateusza informuje, żeby ratować się przed Herodem, Święta Rodzina uciekła z Betlejem do Egiptu (por. Mt 2, 13-14. 19-23). Na mapie widać, że z Judei rządzonej przez Heroda do Nilu było ponad 400 km. Jednakże państewko wydzielone przez Rzymian dla tego lokalnego, podległego im króla nie sięgało tak daleko. Rzymska prowincja Egipt obejmowała także kawał pustyni Synaj, drogę nadmorską i miasta takie jak Gaza, co przypomina obecną sytuację. Do jej granicy można było dotrzeć z Betlejem po kilkunastu godzinach wytężonego marszu. Dalej władza Heroda nie sięgała.
Józef z Maryją i Jezusem najprawdopodobniej się tam nie zatrzymali. Najrozsądniej dla nich było powędrować dalej główną drogą wzdłuż morza aż do właściwego Egiptu, ludnego i zamożnego. Mogli też popłynąć na statku, gdyż żegluga przybrzeżna była popularna, szybsza – i dość tania.
Na miejscu mogli spotkać licznych Żydów, gdyż mieszkało ich w Egipcie ok. miliona, dawniejszych i nowszych imigrantów. Czasami tylko bywali szykanowani. Żyli pracowicie i dość spokojnie. Ułatwiało to osiedlenie się i znalezienie pracy, dla umiejętnego rzemieślnika była to zresztą rzecz nietrudna, jak też zniknięcie w tłumie. Szczegółów nie znamy, chociaż w chrześcijańskim Egipcie powstały barwne legendy na temat pobytu Świętej Rodziny.
Reklama
Z punktu widzenia ówczesnego świata była to więc emigracja z jednej części imperium do sąsiedniej. Widać zatem wiele różnic między ucieczką do Egiptu a obecnym napływem imigrantów. Były to bowiem indywidualne przenosiny w ramach jednego państwa. Były legalne. Nie były skutkiem wojny czy katastrofy ani częścią ruchu masowego. Na miejscu nie czekały, oczywiście, żadne zasiłki, chociaż rodacy mogli doraźnie przybyszom pomóc.
Motywem ucieczki było zagrożenie. Tylko to przypomina sytuację uchodźców, ale obecni przybysze do Europy tylko czasami ratują życie. Dotyczy to zaledwie kilku procent całości, np. chrześcijan z Syrii czy z północnej Nigerii. Ukraińcy uciekają od krwawej wojny, co miesza się z emigracją zarobkową.
Z kolei wielka masa islamska szuka w Europie wygodnego życia, w pierwszej kolejności dzięki pomocy socjalnej, a czasem marzy o podboju. Nazywanie uchodźcami imigrantów pasożytniczych i agresywnych, czy to legalnych, czy nielegalnych, jest poważnym nadużyciem. Lewicowi zwolennicy takiej emigracji, powołując się nieuczciwie na Jezusa, chcą zamknąć usta krytykom. To ewidentne manipulowanie Biblią i szantaż moralny.
Gdy tylko Herod umarł, co nastąpiło ok. 3 lat po ucieczce do Egiptu, Święta Rodzina zaraz wróciła do kraju Izraela i osiedliła się w Galilei, w Nazarecie, skąd pochodziła Maryja. Judea pod rządami syna Heroda mogła być niebezpieczna. Tu napotykamy kolejną cechę prawdziwych uchodźców: chcą wrócić do ojczyzny, gdy tylko minie niebezpieczeństwo.
Co z tego wynika? Jeśli Jezusa na siłę nazwie się uchodźcą, to znaczna większość obecnych przybyszów do Europy uchodźcami wcale nie jest. A jeśli jednak tak ich się nazwie, to trzeba stwierdzić, że Jezus z tego rodzaju „uchodźcami” niewiele miał wspólnego!
Uchodźcy w Biblii
Reklama
Niemniej jednak mamy w Biblii opisy sytuacji emigrantów i uchodźców. Gdy Babilończycy najechali w VI wieku Judeę, część jej mieszkańców uszła do Egiptu. Tam zostali osiedleni w okolicach, w których brakło ludzi. Wielu podjęło służbę w wojsku faraona. Do nich przez wieki dołączali następni. Tu mamy przykład sytuacji, gdy uchodźcy, zachowując swoją tożsamość, włączają się w życie nowego kraju.
Więcej jest na temat ludzi, których można by określić jako imigrantów. W przekładach Starego Testamentu określani są oni jako obcy, cudzoziemcy bądź przybysze. Wobec prawa nie powinni oni być dyskryminowani: „Jednakowo będziecie sądzić i przybyszów, i tubylców” (Kpł 24, 22). Nie przyznaje się im jednak ziemi i podlegają prawom kraju Izraela. Obowiązuje natomiast gościnność wobec nich (por. np. Hbr 13, 1). Powinni być traktowani jak bliźni (por. Kpł 19, 33-34), tym bardziej że Bóg ich też miłuje (por. Pwt 10, 18-19). Podlegali ochronie tak jak wdowy, sieroty i ubodzy (por. Ml 3, 5).
Stoi za tym założenie, że ci obcy potrzebują pomocy, ale zagrożenia nie stwarzają. Podkreślono otwartość na tych, którzy przybywają, by uczcić prawdziwego Boga (por. 1 Krl 8, 41-43). Nie oznacza to jednak naiwnego obrazu przybyszów. Określające ich słowa hebrajskie: nokri, zar, ger, mogą oznaczać także niebezpiecznych agresorów. „Nie dawaj bezbożnemu, bo w dwójnasób odpłaci złem za dobro” (Syr 12, 5).
Pewne podobieństwo do sytuacji uchodźców przejawia także los wypędzonych i deportowanych. Imperia asyryjskie i babilońskie przesiedlały mieszkańców kraju Izraela do Mezopotamii, przydzielając im tam tereny do zamieszkania. Chociaż zostali wyrwani z ziemi rodzinnej i podlegli obcym rządom, Izraelici starali się prowadzić tam normalne życie. W księgach Jeremiasza i Barucha znajdziemy też zalecenia lojalności wobec obcych królów, a nawet modlitwy za nich (por. Jr 29, 4-7). Ostatecznym jednak marzeniem wygnańców pozostaje powrót do własnej ziemi – do kraju Izraela i Jerozolimy. Takie jest ich najważniejsze prawo.
Autor jest biblistą, emerytowanym profesorem na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, zajmuje się też kulturą starożytną i etyką społeczną.
