W latach 1943 i 1944 na Wołyniu oraz w Galicji Wschodniej zamordowano ok. 100 tys. Polaków. Dla wielu rodzin nie jest to jedynie rozdział z podręcznika historii. To pamięć przekazywana z pokolenia na pokolenie, wspomnienia utraconych bliskich i miejsc, do których już nigdy nie można było wrócić.
W Legnicy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa stał się okazją do wspólnej modlitwy, złożenia kwiatów pod tablicą poświęconą pomordowanym oraz rozmowy o wydarzeniach, które mimo upływu ponad ośmiu dekad nadal budzą emocje i domagają się pamięci.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Uroczystości rozpoczęły się Mszą św. w kościele św. Jana Chrzciciela z udziałem żołnierzy 23. Śląskiego Pułku Artylerii im. gen. broni Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego. Eucharystii przewodniczył ks. Robert Kristman, wikariusz generalny biskupa legnickiego, natomiast homilię wygłosił ks. Dariusz Pudełko, proboszcz Parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Chojnowie. Kapłan mówił nie tylko o tragicznych wydarzeniach sprzed ponad 80 lat, ale także o obowiązku zachowania pamięci i szacunku wobec ofiar. Na początku przypomniał słowa widniejące na zaproszeniu na uroczystości. – Naród, który traci pamięć, traci sumienie. Pamięć o ofiarach to nie nienawiść, to obowiązek wobec prawdy i przyszłych pokoleń. Tak, to wielka racja. Naród, który odrzuca prawdę, żyje w zakłamaniu. Nie chcemy tego, dlatego głosimy prawdę o tym, że pasmo zbrodni dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich na bezbronnej polskiej ludności cywilnej to było ludobójstwo.
Ksiądz Pudełko przypomniał także, że symbolem tych wydarzeń stał się 11 lipca 1943 r. – Zaatakowali nie bazy wojskowe, nie posterunki, a kościoły, ok. 160. Ponad tysiąc wiernych z dziećmi zamordowano w świątyniach. Dzień ten nazwano „Krwawą Niedzielą”. Każda zatem Msza św. sprawowana za ofiary, to dokończenie tamtych przerwanych Mszy św., gdy ołtarze i posadzki kościołów spłynęły krwią ich uczestników. Jednocześnie kapłan zaznaczył, że pamięć o ofiarach nie może prowadzić do zbiorowego oskarżania całego narodu. – Czy wszyscy ci ludzie, należący do narodu ukraińskiego, byli do tego zdolni? Zapewne nie. W imię sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że ginęli także Ukraińcy, którzy z pobudek religijnych ratowali swoich polskich sąsiadów. Broniąc Polaków, życie oddało także 23 ukraińskich duchownych. Nasze serca krwawią. Boli nas to, że nie możemy podnieść z bezimiennych grobów ich szczątków i godnie pochować. Tak trudno o proces poszukiwań i ekshumacji. Niech światełkiem nadziei będą prace rozpoczęte w tym roku. Ofiary domagają się nie zemsty, ale wołają o pamięć.
Na zakończenie homilii ks. Dariusz Pudełko zaapelował o budowanie przyszłości na fundamencie prawdy i modlitwy. – Zbrodni wołyńskiej nie da się zasypać ziemią niepamięci. Upłynęło już ponad 80 lat, a ona ciągle żyje. Módlmy się, przykładając Ewangelię do tych bolesnych ran, aby wojna, która dawno wygasła na naszych ziemiach, nie trwała dziś w sercach ludzi.
Po Mszy św. przedstawiciele władz wojewódzkich, miejskich, powiatowych, organizacji kresowych, kombatanckich, sybirackich, harcerze oraz mieszkańcy złożyli kwiaty pod tablicą poświęconą ofiarom ludobójstwa. Druga część obchodów odbyła się w sali klasztornej Ojców Franciszkanów, gdzie historycy i publicyści przypomnieli fakty dotyczące zbrodni oraz współczesnych sporów wokół pamięci historycznej. Można było także usłyszeć fragmenty wspomnień ocalałych z pogromu Kresowian oraz pieśni wołyńskie.
