Jeśli ktoś nie wie, jak wygląda dobra komedia romantyczna, powinien obejrzeć Dramę. Tak tę produkcję zapowiadano i rzeczywiście film zrobiono sprawnie, zatrudniono dobrych aktorów, a całemu obrazowi brakuje nieznośnego mrugania okiem do widza, charakteryzującego masowo produkowane, nieudane polskie komedie. Może to tłumaczyć sukces filmu w pierwszych tygodniach wyświetlania go i w Polsce, i na świecie.
Film opowiada o zawirowaniu, które dotknie Charliego (Robert Pattinson) i Emmę (Zendaya), którzy niebawem mają wziąć ślub. Idealna para, miłość od pierwszego wejrzenia, nic nie może przeszkodzić ich szczęściu. A jednak... Tuż przed ślubem na jaw wychodzi bulwersująca, głęboko skrywana informacja o przeszłości panny młodej – wyjawiona zresztą w chwili słabości przez nią samą; przyszłość związku może być zagrożona. Ważne staje się pytanie o granice wyrozumiałości w związkach i o możliwość całkowitego poznania drugiej osoby. Czy pan młody znajdzie w sobie tyle miłości, by zrozumieć i wybaczyć? Może wystarczy zaakceptować fakt, że osoba, z którą chce się spędzić resztę życia, jest kimś innym, niż nam się wydawało? A może... nie ma nic do wybaczania? Po usłyszeniu historii Emmy Charlie widzi ją w zupełnie nowym świetle, a przy okazji na jaw wychodzą jego niedojrzałość i słabości charakteru. W filmie dużo się dzieje, czasem aż za dużo. Zdarzają się sceny nagle przerywane, widz trafia w środek kolejnego wątku, retrospekcji czy retroimaginacji, w których – dodajmy – farba imitująca krew leje się litrami. /w.d.
Roman Nehrebecki, przedsiębiorca, producent filmowy i polityk, pierwowzór postaci Lolka z przygód „Bolka i Lolka”, zmarł w piątek wieczorem w Bielsku-Białej po ciężkiej chorobie - poinformowała rodzina. Miał 69 lat, pozostawił żonę, córki i wnuki.
Roman Nehrebecki był synem Władysława Nehrebeckiego, związanego z bielskim Studiem Filmów Rysunkowych reżysera i twórcy filmów animowanych, pomysłodawcy i współautora postaci plastycznych Bolka i Lolka. Sympatycznych chłopców Władysław Nehrebecki wzorował na swoich synach: Janie, zmarłym w 2013 r., oraz Romanie.
Ksiądz z Archidiecezji wrocławskiej we Fraterni Kapłańskiej św. Dominika
2026-08-21 15:30
ks. Łukasz
Jakub Gonciarz OP
Ks. Krzysztof Wojtaś [z lewej] i ks. Kamil z warszawsko-praskiej rozpoczęli swój nowicjat dla Fraterni, otrzymując dominikański krzyż
Ks. Krzysztof Wojtaś, wikariusz parafii Najświętszego Zbawiciela we Wrocławiu‑Wojszycach, od roku należy do Fraterni Kapłańskiej św. Dominika. Dla czytelników Niedzieli Wrocławskiej opowiada, jak wygląda formacja księży diecezjalnych w rodzinie dominikańskiej oraz jak św. Pier Giorgio Frassati poprowadził go do złożenia przyrzeczenia i życia duchowością św. Dominika.
Jak zaznacza ks. Krzysztof Wojtaś jego spotkania z rodziną dominikańską zaczęła się dzięki spotkaniom w Lednicy. - Pierwszy raz pojechałem na Lednicę w 2002 roku i od tamtej pory to miejsce stało się dla mnie przestrzenią duchowego wzrostu. Później, już jako ksiądz, uczestniczyłem w rekolekcjach dla duchownych na Jamnej czy Lednicy, gdzie poznałem wielu braci kaznodziejów. Ich styl życia, prostota i duchowość św. Dominika zawsze mnie pociągały - podkreśla kapłan w Wojszyc, podkreślając, że rok temu dowiedział się, że powstaje Fraternia Kapłańska św. Dominika — wspólnota dla księży diecezjalnych, którzy chcą żyć duchowością dominikańską. - Napisałem maila do o. Pawła Koniarka OP, promotora fraterni, i zacząłem uczestniczyć w spotkaniach jako postulant. W sierpniu przeżyłem ważny moment: 19 sierpnia odbyły się moje obłóczyny. Prowincjał wręczył mi krzyż dominikański, znak przynależności do rodziny dominikańskiej. Zachowujemy sutannę, ale krzyż jest widocznym symbolem tego, że żyjemy duchowością Zakonu Kaznodziejskiego. W czasie obrzędu otrzymuje się również patrona — świętego lub błogosławionego z rodziny dominikańskiej. Moim został św. Pier Giorgio Frassati, którego kanonizacja była dla mnie impulsem do podjęcia tej drogi. On jako tercjarz należał do dominikańskiej rodziny, więc jego przykład bardzo mnie poruszył - opowiada ks. Wojtaś.
Jana Pawła II uderzyły podczas wizyty w Rimini entuzjazm i siła młodzieży, która pragnęła głosić piękno Kościoła - powiedział kard. Stanisław Dziwisz, były osobisty sekretarz Papieża Polaka, w rozmowie z włoską telewizją Tg2. Rozmowa została wyemitowana w przededniu wizyty Leona XIV w Rimini - 44 lata po historycznej wizycie Jana Pawła II.
Zapytany o to, co najbardziej uderzyło Jana Pawła II, gdy w 1982 roku przybył do Rimini, aby spotkać się z ponad 200 tysiącami młodych ludzi, kard. Dziwisz odpowiedział: „Entuzjazm." I dodał: „Entuzjazm oraz siła młodzieży pragnącej iść naprzód i być misjonarzami piękna Kościoła".
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.