U ojców kombonianów posługujących w Polsce Boże Narodzenie to czas, kiedy starają się podsumować mijający rok, swoją pracę i działalność. Ojcowie patrzą także okiem planisty w najbliższą przyszłość.
Co przyniesie rok?
– Staramy się zaplanować przyszły rok, ustalić podstawowe daty, żeby każdy wiedział, że wtedy nie może nic innego mieć, bo są zaplanowane np. różne spotkania. Ustalamy również naszą działalność pastoralną w Polsce, które diecezje będziemy odwiedzać. Nasza praca nad Wisłą to jest w głównej mierze animacja misyjna, nie mamy naszych parafii. Jeździmy po parafiach, mówimy o naszych doświadczeniach misyjnych, spotykamy się z różnymi grupami misyjnymi, np. w szkołach, czy na pielgrzymkach. Prowadzimy też rekolekcje – wyjaśnia o. Adam Zagaja, przełożony polskich kombonianów.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Sama Wigilia odbywa się w wybranym jednym z domów zakonnych przed 24 grudnia, dlatego, aby ci spośród ojców, którzy są Polakami, mogli wtedy pojechać do swoich bliskich i z nimi spędzić ten czas. Tegoroczna wspólna wigilia odbędzie się w Krakowie.
– Później wracamy do Warszawy, żeby nikt sam nie został we wspólnocie. W stolicy mamy kaplicę, więc również w święta Bożego Narodzenia czy Nowy Rok jest odprawiana Msza św. dla wiernych i ktoś z nas musi być w domu. Staramy się wymieniać co roku – mówi o. Adam.
Obraz i słowo
Reklama
Jednym ze świątecznych zwyczajów kombonianów jest „misyjne” dekorowanie kaplic w domach zakonnych.
– Chcemy, aby ludzie wiedzieli, że to nie jest zwykła kaplica parafialna, ale rzeczywiście kaplica misyjna. Staramy się w jakiś sposób przybliżyć te kultury, w których pracujemy. Np. flagami lub szopkami misyjnymi. Pragniemy, aby kaplica czy nasze domy były na święta w taki sposób udekorowane, że gdy ktoś wejdzie, kto nas zna, od razu skojarzył, że tu znajduje się bliżej misji – podkreśla o. Zagaja.
Kombonianie ducha misyjnego przekazują również słowem. – Opowiadamy o naszych misjach, zwłaszcza w czasie świątecznym, kiedy bardzo często ludzie się pytają – jak było na misjach, co robiliśmy, jak wyglądały święta. Śpiewamy także misyjne kolędy w różnych językach – zaznacza o. Zagaja.
Misyjna inkulturacja
Podczas pobytu na misjach o. Adam musiał w pewien sposób inkulturować się w zwyczaje lokalnej społeczności.
Reklama
– Gdy byłem w Ekwadorze, to 25 grudnia był bardziej dniem świątecznym, takiego rodzinnego świętowania. Wtedy przeważnie na stołach pojawiał się indyk. A już w Afryce świętowano oczywiście o wiele skromniej, ale też mieszkańcy starali się wspólnie przynajmniej mieć te kilka dni skupienia czy rekolekcji przed świętami, żeby dobrze się przygotować do Bożego Narodzenia. Oczywiście są tradycje związane z szopką, każdy kraj ma swoje, ale na misjach jest to w jakiś sposób respektowane i tradycja szopki jest zawsze zachowywana – opowiada o. Zagaja i dodaje, że ważnym punktem świętowania jest Pasterka, ale odprawiana o różnych porach.
– Na misjach przeważnie jest tak, że zawsze jesteśmy na wioskach. Czekamy na tę Mszę św., której nieraz nie można odprawić o północy, bo jest niebezpiecznie o tej godzinie i lepiej się nie kręcić po okolicy. To zależy też oczywiście od miejsca, ale tam, gdzie bywałem, akurat tak było – wspomina kombonianin.
Przesłanie ze żłóbka
Ciekawy bożonarodzeniowy zwyczaj mają w swoich domach zakonnych siostry ze zgromadzenia Najświętszej Duszy Chrystusa Pana.
– Wyciągamy karteczki ze żłóbka. To są karteczki, na których dawniej nasza matka założycielka Zofia Paula Tajber pisała każdej siostrze jakieś słowo od Pana Jezusa. Dotyczą one pracy wewnętrznej, praca nad sobą, tego, na co zwrócić uwagę. Matka założycielka jako mistyczka miała poznanie, że wiedziała, co Jezus każdej siostrze chce powiedzieć i ona to przelewała na papier – opowiada s. Monika Tomczak.
Zwyczaj po śmierci matki Tajber jest kontynuowany. – Na ołtarzu leży figurka Pana Jezusa i wokół figurki są karteczki, które matka przed laty pisała. Każda siostra sobie po krótkiej modlitwie wyciąga taką karteczkę ze słowem. To jest jedyny dzień w roku, kiedy wyciągamy takie karteczki, które są dla nas programem pracy duchowej. W każdym naszym domu jest taka praktyka – zaznacza s. Tomczak.
Integracja pomimo różnic
Reklama
Ojcowie szensztaccy spędzają święta Bożego Narodzenia razem we wspólnocie swojego domu. Obowiązkowo również Wigilię. Sami też szykują świąteczne potrawy. – To jest też dla nas dzień integracyjny – podkreśla o. Przemysław Skąpski z Józefowa.
Często dzień przed Wigilią odbywa się tzw. Dies Patrum, czyli Dzień Ojców, kiedy wszyscy ojcowie z różnych stron i różnych zadań zjeżdżają się. – Gdy są już na miejscu, przygotowujemy się do wspólnego świętowania Bożego Narodzenia, który rozpoczynamy uroczystymi Nieszporami w Wigilię. Potem nieraz rozjeżdżamy się jeszcze na Pasterki w różnych parafiach. Natomiast wieczór znowu jest obowiązkowy, żebyśmy wszyscy byli razem i wtedy jest czas wspólnotowy – opowiada o. Przemysław.
Wspólne spędzanie świąt dla józefowskich ojców szensztackich jest także szczególnym czasem integracji bardzo odległych kulinarnych zwyczajów.
– Pochodzimy z różnych stron Polski, ale głównie z Pomorza, Kaszub, Pomorza Zachodniego i Śląska. Są to dwie główne grupy i te różnice kulturowe widać nie tylko w akcentach językowych, ale też w tradycji na stole. Mamy potrawy śląskie i pomorskie – relacjonuje o. Skąpski. W pamięci zapisała mu się szczególnie Wigilia w Domu Generalnym, w czasie której przygotowywał sam potrawy dla ponad 30 ojców z różnych krajów.
Reklama
– Menu było oczywiście tradycyjne, nie zabrakło zupy grzybowej, pierogów, ale, ponieważ grupa była bardzo międzynarodowa i na przykład Hindusi czy Niemcy jedzą na Boże Narodzenie zupełnie inne rzeczy niż my, więc musiały być też potrawy mięsne, bo tam jest to czymś oczywistym i nieodzownym. To jest oczywiście dla polskiej duszy trochę trudne do zrozumienia w pierwszym momencie, ale te różnice kulturowe są niezwykłe, gdy się spotykają – opowiada o. Skąpski.
Aby nikt nie czuł się samotny
Pięknym bożonarodzeniowym zwyczajem, który pielęgnują siostry Misjonarki Chrystusa Króla pracujące wśród Polonii na całym świecie, jest poszukiwanie osób, które są samotne i zapraszanie ich do siebie na wigilię.
– W Australii np. nasze siostry w święta dojeżdżają do samotnych pań czy panów, którzy nie mają już swoich rodzin, nie mają nikogo bliskiego i przywożą te osoby do siebie do domu, żeby nikt nie czuł się samotny zwłaszcza w takim dniu, który jest bardzo ważny, a nam, Polakom, kojarzy się jako najpiękniejszy dzień w roku – mówi s. Urszula Fabisiak MChR.
– Naszym pragnieniem jest, żeby Polacy, którzy na co dzień różnią się w swoich przekonaniach, poglądach politycznych, czy mają różnice zdań, jednak w czasie tak pięknego momentu, jakim jest wspomnienie przyjścia na świat Zbawiciela zjednoczyli we wspólnej modlitwie do Boga. By zostawili na boku wszelkie konflikty, nieporozumienia i mogli poczuć się, że jesteśmy jedną rodziną, która ma wspólne korzenie. Nie tylko wiarę katolicką, którą dzielimy z narodem, państwem, wśród którego dane jest nam mieszkać, który nas gości, ale oprócz tego, żebyśmy czuli się właśnie jedną rodziną, która ma wspólne korzenie, a którą jest Polska – ogromna wartość i wielkie dziedzictwo, które każdy z nas nosi w swoim sercu – dodaje s. Urszula.
