Reklama

W wolnej chwili

Językoznawca radzi

Felieton proteinowy

Ilekroć jestem na zakupach, mojej uwadze co rusz polecają się produkty, które jeszcze jakiś czas temu miały specjalne przeznaczenie żywieniowe, a dziś są dostępne dla każdego. Czyżby kolejna moda? A może naturalna kolej rzeczy?

Niedziela Ogólnopolska 15/2025, str. 53

[ TEMATY ]

porady językowe

Adobe Stock/Studio Graficzne "Niedzieli"

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

O modzie piszę nie bez przyczyny. Na przestrzeni ostatnich lat, a może paru dekad, można wskazać kolejne fale fascynacji. Stary jak świat jest chociażby wegetarianizm, czyli sposób żywienia, który wyłącza mięso, a czasem także ryby i owoce morza. Wywodzi się on z Indii (II wiek przed Chr.!), dość wcześnie rozgościł się też w Europie. Chociaż był praktykowany od zawsze, to jednak dopiero na początku XX wieku zaczęto upowszechniać ten styl odżywiania.

Z biegiem czasu pojawiły się różne odmiany, nie zawsze uważane za faktycznie wegetariańskie. Przyznam, że sama dieta nie pociąga mnie tak bardzo jak nazwy, które za sprawą egzotycznych cząstek słowotwórczych brzmią jak tajemne zaklęcia. Mamy fleksitarianizm (lub semiwegetarianizm), frutarianizm, ichtiwegetarianizm (inaczej peskatarianizm), liquidarianizm, owowegetarianizm, a także laktoowowegetarianizm (inaczej laktarianizm), pollowegetarianizm, sprautarianizm, wreszcie weganizm i witarianizm...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wydaje się, że z tego barwnego korowodu realnie obecny jest u nas weganizm, wykluczający z jadłospisu wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego, a więc także jaja, mleko, nabiał czy miód. Muszę jednak przyznać, że osobiście nie spotkałam nigdy przedstawiciela tej odmiany, podobnie jak żadnego ichti-, owo- czy sprauta-.

Reklama

Wielu natomiast mam w swoim otoczeniu... no właśnie: wegetarian czy wegetarianów? Ze studiów pamiętam dobrze odmianę wegetarianów, jedyną notowaną w słowniku. Obecnie mam wrażenie, że częściej w użyciu jest forma krótsza, bezkońcówkowa: wegetarian (a także wegan zamiast weganów – w słowniku sprzed 20 lat słowo jeszcze nieobecne). Współcześnie obie formy są poprawne. Co ciekawe, tradycyjna odmiana z -ów jest dziś uznawana za rzadszą.

Wyraz wegetarianizm przywędrował do nas z angielskiego, ale za pośrednictwem niemieckim (niem. Vegetarianer od ang. vegetarian, por. fr. végétal ‘roślinny’). Jest dziś słowem uniwersalnym, międzynarodowym. Za sprawą tej właściwości zapewne wyparł rodzime określenia jarstwo, jarski i jarosz, spokrewnione z wyrazem jarzyna. Przepisy jarskie, czyli bezmięsne, można było niegdyś znaleźć w wielu książkach kucharskich.

Współcześnie zawrotną karierę robią przymiotniki: wegetariański i wegański. Bywa, że dietę wegetariańską wybiera dziś ponad połowa uczestników konferencji czy innych wydarzeń, które zdarza mi się organizować. Są to określenia, które często znajduję na opakowaniach produktów, i to nie tylko spożywczych. Modne i pożądane jest, aby vege (vegan friendly) były szampon, pasta do zębów, a nawet elementy garderoby.

Idea stojąca za tymi określeniami jest skądinąd szczytna – chodzi o to, że produkty tego rodzaju nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego. Stąd blisko do deklaracji, że w procesie produkcji nie ucierpiały zwierzęta. Dla wielu osób dzisiaj jest to informacja rozstrzygająca o decyzjach zakupowych. Słowa vege i vegan funkcjonują jako hasło rozpoznawcze – coś, co pozwala w łatwy sposób zidentyfikować się z pewną grupą społeczną czy konkretnymi poglądami.

Reklama

Podobną funkcję – mam wrażenie – pełnią określenia bio i eko (ekologiczny), a także organic (organiczny). Dodanie tej cząstki do nazwy produktu sprawia, że zyskuje on w oczach konsumentów wyższy standard, specjalne właściwości. W dzisiejszych czasach za tymi etykietkami stoją nie tylko naturalne warunki uprawy (żywność „od chłopa”), ale w dodatku specjalna certyfikacja. Nie każdy produkt naturalny może być legalnie bio, eko i organic.

Nie ma w tym nic zdrożnego, o ile nasza chęć do prowadzenia zdrowego trybu życia nie przyjmuje jakichś chorobliwych, przesadzonych form i nie przesłania innych spraw. Przyznam, że sama czuję dzisiaj lekki przesyt ofertą żywności proteinowej. Mam wrażenie, że to kolejny taki „magiczny” przymiotnik.

Mianem protein dawniej określano białka proste. Dziś proteinowy, zapożyczony z języka angielskiego, oznacza ponadstandardową obecność białka w produkcie (por. wysokobiałkowy). Kiedyś takie produkty były przeznaczone dla sportowców i osób aktywnych fizycznie. Skoro jednak dziś wszyscy uprawiamy sport i dbamy o sylwetkę, rynek podsuwa nam stosowne rozwiązania żywieniowe. Obok proteinowych batonów, jogurtów i chleba widziałam już także chociażby proteinową kawę.

Co będzie następne? Coraz modniejsza staje się żywność z dodatkiem suszonych owadów, takich jak świerszcze czy mączniki. Piszę to zdecydowanie bez przyjemności, dlatego powstrzymam się na razie od komentarzy.

W kontekście zbliżających się świąt życzmy sobie może zdrowego... rozsądku: to zdecydowanie nie proteiny będą w nich najważniejsze. I Bogu niech będą dzięki.

językoznawca, adiunkt w Instytucie Języka Polskiego na Wydziale Polonistyki UW, kierownik Laboratorium Efektywnej Komunikacji UW. Prezes zarządu Fundacji Języka Polskiego

2025-04-08 15:22

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niniejszym komentuję

Niedziela Ogólnopolska 5/2025, str. 53

[ TEMATY ]

porady językowe

Adobe Stock/Studio Graficzne "Niedzieli"

W niniejszym tekście zajmę się słowem, które nie pozostawia obojętnym. Niektórzy bardzo go potrzebują i z zapamiętaniem używają, dla innych to symbol języka, od którego w wielu miejscach się odchodzi.

Chodzi o przymiotnik niniejszy – trzeba przyznać: ewenement pod kilkoma względami. Wyraz ten jest popularny w środowiskach, które posługują się językiem sformalizowanym. Pojawia się w tekstach akademickich, dokumentach prawnych czy w korespondencji urzędowej. Wydaje się zresztą, że znaczenie tego słowa rekonstruujemy właśnie za sprawą połączeń wyrazowych, które tworzy. Kojarzymy z dawnych podań oficjalną formułkę wstępną: niniejszym zwracam się z uprzejmą prośbą... Mamy też niniejszy artykuł, niniejszy przepis, niniejszą ustawę i niniejszą książkę.
CZYTAJ DALEJ

Wezwanie Boga ma pierwszeństwo przed wszystkim, co „najpierw”

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pexels.com

Hiob odpowiada przyjaciołom zdaniem, które wyprzedza Pawła o wieki: „jakże człowiek może być przed Bogiem sprawiedliwy?” To pytanie procesowej rozpaczy. Cały rozdział dziewiąty jest zbudowany na obrazie niemożliwego procesu z Bogiem: „gdyby się ktoś z Nim prawował, nie odpowie raz jeden na tysiąc”. Hiob chciałby pozwać Boga przed trybunał, i natychmiast widzi absurd własnego pozwu. Strona przeciwna jest zarazem sędzią, a „któż Mu powie: Co czynisz?” Środek perykopy to hymn o potędze Stwórcy, włożony w usta cierpiącego. Bóg przenosi góry, wstrząsa ziemią, rozkazuje słońcu, „sam rozciąga niebiosa, kroczy po morskich głębinach”, czyni Niedźwiedzicę i Oriona. Hiob nie wątpi w moc Boga ani na chwilę. Jego dramat polega na tym, że moc widzi, a sprawiedliwości dostrzec nie może. „Choćbym miał słuszność, nie odpowiem, o litość będę błagał przeciwnika”. To jedna z najciemniejszych i najuczciwszych modlitw Starego Testamentu, wiara, która nie rozumie, a nie przestaje się zwracać do Tego, którego nie rozumie. Księga Hioba nie daje w tym miejscu odpowiedzi i liturgia też jej nie wymusza. Odpowiedź przyjdzie na końcu księgi w teofanii, a ostatecznie w Chrystusie, w którym Bóg sam stanął po stronie oskarżonego człowieka. Hieronim, dzisiejszy patron, który przełożył i tę księgę, wiedział z własnego niespokojnego życia, że z Bogiem się nie wygrywa procesu. Z Bogiem się wytrwa. Jego betlejemska grota, gdzie przez dziesięciolecia zmagał się ze słowem, tekstami i sobą samym, jest komentarzem do Hioba. Prawować się z Bogiem wolno, byle nie wypuścić Go z rąk.
CZYTAJ DALEJ

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych pożegnał ks. kan. Wojciecha Draba

2026-09-30 23:10

[ TEMATY ]

Wałbrzych

bp Ignacy Dec

pogrzeb kapłana

kapłan diecezji świdnickiej

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Po zakończeniu Mszy św. wierni podchodzili do trumny śp. ks. kan. Wojciecha Draba, by dotknąć jej i w ciszy oddać zmarłemu kapłanowi ostatni znak pożegnania.

Po zakończeniu Mszy św. wierni podchodzili do trumny śp. ks. kan. Wojciecha Draba, by dotknąć jej i w ciszy oddać zmarłemu kapłanowi ostatni znak pożegnania.

Ta księga się nie zamknęła. Ona cały czas jest otwarta – powiedział podczas pożegnania ks. kan. Wojciecha Draba dziekan dekanatu Wałbrzych-Północ. 30 września w kościele św. Barbary w Wałbrzychu biskupi, blisko 50 kapłanów, rodzina, parafianie i przyjaciele dziękowali za życie kapłana, który przez lata prowadził innych przez słowo Boże, sakramenty i osobiste spotkanie.

Liturgii przewodniczył bp Ignacy Dec. Przy ołtarzu stanął również bp Adam Bałabuch oraz blisko 50 kapłanów. W pierwszych ławkach zasiedli najbliżsi ks. Wojciecha, wśród nich jego mama Elżbieta, brat Maciej z rodziną, a świątynię wypełnili wierni z Wałbrzycha, Doboszowic i wielu innych miejsc związanych z jego ponad 24-letnią posługą kapłańską.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję